sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 5

Prawda
Nel
Mama ruchem ręki zachęciła nas do wejścia, jednak ani ja, ani Connor nawet się nie ruszyliśmy.
-No chodźcie, jest zimno. Przeziębicie się, a całować możecie się w środku.-odparła z zaniecierpliwieniem.
Rumieniec oblał mi całą twarz. Spojrzałam na Connora, który był dziwnie blady, a może poprostu uwaga mojej matki nie zrobiła na nim większego wrażenia ?
-Gdybym mogła to już dawno bym wstała. Upadłam na rękę. Connor, do cholery, nie stój jak słóp soli i mi pomóż.-syknęłam. Ból w ręcę z każdą sekundą robił się dotkliwszy.
Chłopak bez słowa podszedł do mnie i delikatnie postawił na ziemi. Na chwilę przestało boleć, to zadziwiające jak dotyk niektórych osób działa kojąco.
-Nel, nadal jestem twoją matką, jeśli już masz przeklinać to nie przy mnie.
Och, moja genialna mamusia.
Gdy weszliśmy do środka matka odparła:
-Przedstawisz mi kolegę ?
-To Connor.-starałam się mówić bez cienia emocji, jednak wypowiadając jego imię przeszedł mnie dreszcz.
-Skąd jesteś ? Nigdy cię tu nie sportkałam-rzuciła uśmiechając się. To coś czego zawsze jej zazdrościłam-pewna siebie, niezależnie od sytuacji.
-Mam tutaj rodziców. Raczej tutaj nie bywam. Zwykle jestem  w trasach lub nagrywam piosenki. Nie mieszkam tutaj na stałe.-odparł. To dziwne, w jego głosie słyszałam zdenerwowanie. Lekkie, ale jednak. Zabawne, raczej nie ma problemów z wejściem na scenę, a ma stres przed moją matką. Muszę przyznać, że jest uroczy gdy się denerwuje.
Spojrzała na Connora z zaciekawieniem. W głowie zapaliła mi się czerwona lampka. Wiem co to oznacza; moja rodzicielka będzie udawać, że ją to interesuje by zupełnie jak chłopak-zrobić dobre wrażenie. Prawda jednak jest taka, że jej to wisi.  Ona zawsze ma wszystko gdzieś.  W głowie usłyszałam własny głos "skończ to".
-Mamo, to my może pójdziemy na górę.-rzuciłam ciągnąc za sobą Connora. Miał przyjemnie ciepłe dłonie. Czy to normalne, że w ogóle myślę o "tym" w ten sposób ? To chore. Nie znam go, a czuję jakby był zawsze. Jakby był przez te wszystkie lata, gdy nie potrafiłam rozmawiać z otoczeniem. Gdy był tylko Todd. Ogarnęła mnie fala chłodu. No właśnie...Todd. Po raz nie wiem który zachowałam się jak totalna egoistka, która ma fochy o to, że jej przyjaciel nie chciał jej o czymś powiedzieć. Tak zachowuje się przyjaciółka ? On pewnie liczył na to, że będę go wspierać...
-Znowu masz jakąś ścinę i nie da się z tobą rozmawiać. Jesteś w ogóle tutaj ?
Popatrzyłam w jego stronę. Stał na różowym dywanie w moim pokoju. Myślami byłam tak daleko, że nawet nie zauważyłam, że nie jesteśmy już na schodach.
-Przepraszam. Zamyśliłam się...To nie boli, spróbuj kiedyś. Całkiem przyjemne zajęcie. Możesz być gdziekolwiek nie ruszając się z miejsca.-odparłam  podchodzac do łóżka i biorąc kota.
-Cóż. Warto spróbować, szczególnie, że musimy wymyślić mu imię.-powiedział opadając na łóżko.
-To chyba chłopiec, co ?-rzuciłam siadając obok.
-Ta.
-To może Nox ?
-Nie, zbyt łatwe.
-Church.
-Świętobliwa się znalazła.
-Fistaszek !
-Brzmi dobrze, aczkolwiek nie. Przewróciłam oczami i podjęłam ostatnią próbę:
-Connor.
-Idealnie ! Było tak od razu.-krzyknął i tak gwałtownie wstał, że się zachwiałam.
-Ojej.-jęknął i chwycił mnie od tyłu bo prawie spadłam z łóżka.
-Sierota.-syknęłam-Trzeba zająć się resztą.
Spojrzał w stronę beżowych pakunków i bez słowa do nich podszedł. Dziś jest jakoś szczególnie milczący.
Wyszłam na korytarz zostawiając go kompletnie samego. Było ciemno, jedynym źródłem światła była złotawa łuna, której prawdopodobne źródło było w pokoju Ann, którego drzwi były lekko uchylone. Postanowiłam wejść do środka, wkońcu nie zamieniłyśmy ze sobą ani słowa od wizyty w szpitalu.
Zapukałam cicho. Siedziała na łóżku i rysowała coś w zeszycie. Jej sypialnia była o wiele mniej przytulna od mojej. Na panelach nie było dywanu, biurko było puste a na ścianach nie było ani jednego zdjęcia. Nic, co by wskazywało, że pokój jest zamieszkany.
-Hej...Co robisz ?
-Nic.
-Mhm...
-No dobrze...Rysuję.-rzuciła ze znudzeniem.
-A co dokładnie ?-obtoczyłam ją ramieniem. Spojrzałam na rysunek. Przedstawiał obejmującą się parę. Byli praktycznie bez ubrań, zasłaniał ich koc. Mimo to rysunek był śliczny, nie wiedziałam, że ona ma taki talent. W sumie to nawet nie miałam pojęcia, że rysuje.
-To ty...I Connor.-szepnęła unikając mojego wzroku.
-Ann, ale...
I nim powiedziałam coś więcej przerwała mi:
-Daruj sobie, ok ? Pasujecie do siebie,  no i widzę jak on na ciebie patrzy.-posłała mi tajemniczy uśmiech.
-I wcale ci to nie przeszkadza ?
-Ani trochę. Na początku może, ale i tak nie mam szans, no i nie jestem pępkiem świata, nie ?-neutralność w jej głosie aż mnie zdziwiła.
-Och, no dobrze. A tak z innej beczki. Wiesz gdzie jest matka ?
-Nie mam pojęcia i nie chcę cię wyganiać, ale idź już do Connora bo się zatęskni.
Przewróciłam tylko oczami i wyszłam z pokoju.
Tym razem jednak nie ogarnął mnie całkowity mrok. Con zapalił kilka świateł. Poszukałam go wzrokiem. Siedział na kanapie w salonie głaszcząc Connora-jakkolwiek to brzmi. 
Zeszłam na dół i usiadłam na blacie.
-Dlaczego nie ma twojej mamy ? Dopiero co wróciła i już gdziesz poszła ?-zapytał ciągle zajęty kotem.
-Tja. Zapewne do swojego przyjaciela Josha Hutnama.-rzuciłam.
-Emm.To ona nie ma męża ?
-Ma. Ale jak chcesz wiedzieć coś więcej to musimy wyjść, nie chcę by Ann słyszała. Ona nic nie wie.-powiedziałam zeskakując z blatu.
-Dobrze.-przytaknął.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Connor
Wyszliśmy przed domu. Było ciemno. Spojrzałem na Nel, która zawzięcie szukała czegoś w swojej czarnej torbie. Po chwili starań wyciągneła paczkę papierosów. To nie tak, że przeszkadzało mi to, że pali, ale była jest i będzie dla mnie na tyle ważna, że martwi mnie jej stan. Jest strasznie chuda, nie widziałem by cokolwiek dziś zjadła i jeszcze to.
Spojrzała na mnie, a jej wzrok mówił 'chcesz ?' i gdy przecząco pokręciłem głową schowała paczkę do torby, wzięła papierosa do ust i zapaliła.
-Wiesz...-zaczęła wypuszczając dym z ust.-To zaczęło się jakoś tak: to był koniec roku, miałam czternaście lat...-zaciągnęła się po czym ponownie wypuściła dym-Szliśmy z Toddem korytarzem i zobaczyłam matkę wychodzocą z gabinetu wuefisty. Na początku myślałam, że od tak przyszła porozmawiać na temat moich ocen, które swoją drogą, nie były najlepsze. Nienawidzę wuefu. No ale zaczęliśmy z Toddem śledzić moją matkę. Okazało się że przykładna matka i żona, jaką wydawała się być Lissa Garroway zdradzała poczciwego pilota Thomasa z nauczycielem wychowania fizycznego ich córki Nephilii. Nie powiedziałam nic ojcu bo jak głupia myślałam, że to przelotny romanski. No i na nieszczęście rodziny okazało się że Hutnam i moja matka kręcą ze sobą od dawna.-kolejny raz zaciągneła się i wypuściła dym.
-Nieciekawie...Wiesz gdzie ten cały Hutnam mieszka ?
-Tsa, a co ?-rzuciła.
-Zobaczysz. Mam fajny plan, który może się udać, ale najpierw musimy przejść się do sklepu.-powiedziałem po czym złapałem ją za rękę i poprowadziłem w dół uliczki.
Znowu wybrałem sklep pana Weelsa, tym razem jednak poprosiłem Nel by sama weszła do sklepu.
-No ale co właściwie mam kupić ?
-Jajka i papier toaletowy.-odparłem podając jej pieniądze.
-Boże, akcja jak w gimnazjum. Masz szczęście, że sklep Weelsa jest całodobowy.-rzuciła przez ramię wchodząc do środka.
Nie musiałem długo czekać. Wręczając mi zakupy warknęła "Będą z tego kłopoty", czym nie bardzo się przejęłem. Przecież o to chodzi.
-Daleko mieszka ten Josh ?
-Nie. Dziesięć minut drogi.
Doszliśmy bez problemu pod dom Hutnama. Był podobny do domu Nel, z tą małą różnicą, że był niebieski.
-Domyślasz się po co tu jesteśmy ?-szepnełem jej prosto do ucha podając jajka.
-Ta, udekorujemy belfrowi dom.-odpowiedziała z uśmiechem otwierając paczkę i wyciągając jajko.
Zrobiłem to samo.
-To na trzy. Raz...Dwa...TRZY !-wrzasnęliśmy równocześnie. Kolejne pociski z jajek i papieru leciały w stronę niebieskiego domu. Gdy nagle drzwi się otworzyły i ze środka wyszedł mężczyzna w jadowicie zielonym szlafroku.
-Dzieciaki co wy wyrabiacie ?!-krzyknął.
-Nie widzi pan ? A wy ?! Co robicie ? W karty raczej nie gracie !-warknęła w odpowiedzi Nel.
Jezu, nawet by mi przez głowę nie przeszło, że ta słodka blondynka jest wstanie powiedzieć takie słowa.
-Och Nel, jak się dowiedziałaś ?
Spojrzeliśmy za nauczyciela. Stała za nim blondynka w różowym szlafroku.
-Wiem od dawna. Widziałam cię jak od niego wychodzisz.-syknęła dziewczyna.-I wiesz co ? Mam dosyć robienia dobrej miny do złej gry. Jak tylko ojciec wróci wszystko mu powiem. Nie zasługujesz na niego !
-Nie będziesz się tak zwracać do matki ! Z resztą porozmawiamy w domu.-warknęła kobieta.
-Nie ! Nie będę z tobą o niczym rozmawiać ! Wiesz co ?! Wreszcie nadszedł ten dzień. W Y P R O W A D Z A M się.-wrzasnęła ze złością Nel.
-Proszę bardzo ! Tylko nie przychodź do mnie później z przeprosinam.-Lissa zatrzasnęła drzwi bez słowa pożegnania.
-To się narobiło...-mruknąłem odgarniając włosy z czoła dziewczyny.
-Tak, od dziś jestem bezdomna.-powiedziała z przekąsem.
-Niekoniecznie. Przenocujesz u mnie. Przecież cię nie zostawię.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nel
Usiadłam na łóżku w pokoju  Cona. Gdy przyszliśmy wszyscy już spali-tym lepiej. Nikt nie wie, że tu jestem. Wyglądałam przynajmniej śmiesznie w bluzie Connora, która wysiała na mnie jak worek.
-Nie wiem jak ci dziękować...-szepnełam w stronę chłopaka. Siedział na ziemi. Upar się bym to ja spała na łóżku. No halo, nie jestem aż tak delikatna.
-Nie musisz. Mówiłem przecież, że możesz na mnie liczyć. Dochodzi piąta, powinnaś spać. Dobranoc.-mruknął z pod przymkniętych powiek.
-Dobranoc Connor.-ziewnęłam, zwinęłam się w kulkę i poszłam spać.

2 komentarze: