Wielki powrót
Nel
To wszystko jest tak cholernie niepojęte. Jak długo to przede mną ukrywał ? Podobno byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Spojrzałam w jego stronę, jednak Todd nie odezwał się ani słowem.
Miałam tysiące myśli na raz-pytania kłębiły się szukając ujścia. Nie wiedziałam od czego zacząć, chciałam o tyle zapytać...Jednak najbardziej bolała mnie myśl, że dowiedziałam się tak późno. Postanowiłam więc o to zapytać:
-Dlaczego powiedziałeś mi dopiero teraz, gdy masz chłopaka ? Nie ufasz mi ?
-Nel-westchnął-sądzisz, że to takie łatwe ? Myślisz, że co ? Że byłbym w stanie od tak podejść do ciebie i powiedzieć "hej Słońce, jestem gejem i mam chłopaka" ?
-Sądzisz, że moja reakcja byłaby inna niż teraz ? Poza tym, że boli mnie fakt, że tak późno się dowiedziałam to nic by się nie zmieniło !-nie wiem kiedy wstałam, ale teraz Todd leżał na łóżku przy moich stopach i wydawał się mały-Sądzisz, że nie byłam warta tego, by wiedzieć jako pierwsza ? Może myślisz, że jestem nietolerancyjna ? Och, dobrze wiesz, że tak nie jest. Wydawało mi się że jesteśmy przyjaciółmi, najlepszymi przyjaciółmi.-głos mi się załamał a w oczach miałam łzy. Zaczęłam się powoli cofać ku drzwiom.
-Nel, posłuchaj...-powiedział zrywając się z łóżka.
-Daruj sobie, ok ?-rzuciłam przez ramię i wyszłam z pokoju. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Weszłam do wanny i wkońcu pozwoliłam sobie na płacz. Szlochałam cicho, a w tle leciało Kill Kill Lany Del Rey.
Nie wiem ile tak siedziałam...Pewnie długo, jednak to nie miało teraz większego znaczenia.
Nabrałam powietrza w płuca i zanurzyłam się pod wodę. Wtem usłyszałam ciche pukanie-przynajmniej tak
wydawało mi się pod wodą.
-Emm...-zamarłam gdy usłyszałam głos Connora-Hej Nel. Pewnie się kąpiesz, czy coś, ale jest sprawa, która nie może czekać. Tak więc...Szanownie bym prosił byś ze mną porozmawiała, dobrze ?
-Kto cię wpuścił ?-wybąkałam. -Ann...Błagam szybko.
Wyszłam z wanny i zaczęłam się ubierać-w duchu żałowałam, że wybrałam przetarte jeansy i t-shirt z gotycką wersją My Little Pony.
Spojrzałam na siebie w lustrze i momentalnie się skrzywiłam-mokre włosy przykleiły mi się do twarzy a pozstałości makijażu strużkami spływały po moich policzkach. Wyciągnęłam z szafki kilka wacików i zaczęłam czyścić twarz.
-Boże Nel, szczęścia tam szukasz ?-krzyknął z niecierpliwością.
-Aż tak ci się śpieszy ?-burknęłam wyciągając suszarkę. Ciepłe powietrze zdmuchnęłu ostatnie resztki smutku.
Wyszłam z łazienki do pokoju i zobaczyłam Connora trzymającego małą czarną kuleczkę.
-Co to ?-rzuciłam opadając na łóżko.
-Chyba "kto"-poprawił mnie-to kot. Ten maluch szuka domu i pomyślałem o tobie. I nie możesz mi odmówić ! Och, no patrz jaki słodziak...-mruknął i pogłaskał kota po pyszczku.
Przewróciłam oczami, ale fakt faktem, kot był uroczy.
-Nigdy nie spotkałam bardziej uroczej istotki-szepnęłam wyciągając zwierzaka z rąk chłopaka.
-Hej ! A ja ?-odrzekł.
-Chciałbyś.
-No, ale bierzesz go, tak ?-otworzył szeroko ładne oczy, wiedziałam, że nie mogę odmówić.
-Och, dobrze.-ponownie przewróciłam oczami.-Same z tobą problemy...
-Oj wiem, że mnie kochasz...-posłał mi buziaka i opadł na poduszki.
Serce zaczęło mi bić tak cholernie szybko. "że mnie kochasz" "że mnie kochasz"...Słowa odbijały się echem w mojej głowie...Przecież on tylko żartował, żartował.
W odpowiedzi wybąkałam tylko niewyraźne "chrzanisz".
-Nie kłam !-odparł.
-Ach, nie śmiałabym Connorku !-odpowiedziałam udając rozmarzony ton- Connor ja ciebie kocham ! Do ciebie szlocham, o tobie śnię. Nawet gdy nie śpię !
-Nie próbuj odawać Freda i George'a, ok ? Pół Zakonu Feniksa poprzewracałoby się w grobach...Gdyby istnieli.-odparł rzeczowym tonem, który nie pasował do sytuacji.
-Bo nie jestem ruda ?
-To brzmi dziwnie, ale tak.
-Tja...Ej, wiesz co ? Wydaję mi się że koty chyba muszą jeść. Trzeba się przejść do sklepu i jako, że to ty wyskoczyłeś z tym kotem idziesz ze mną i bez wymówek, rozumiemy się ?
-Jasne-powiedział posłusznie.-To co, zbieramy się ?
Choć słońce świeciło było chłodno, a na dworze było mało ludzi. Spojrzałam po okolicy; kilkoro dzieci sąsiadów rysowało kredą po chodniku, poza nimi i nami nie było nikogo. Tym lepiej dla mnie-nie chcę plotek typu "Nel Garroway prowadzą się z Connorem Ballem''.
-Sklep jest niedaleko, zaledwie kilka minut spacerkiem.-powiedziałam i spojrzałam na Connora, który utkwił wzrok w trampkach.
-Nel, błagam. Wychowałem się tu, nie mam amnezji.-odrzekł z irytacją.
-Przepraszam...-szepnęłam, po czym zaśmiałam się nerwowo i wbiłam wzrok w kamyki leżące na chodniku.
Dotknął mojego policzka, delikatnie; zaledwie opuszkami palców, ale przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
-Za co mnie przepraszasz ?-zapytał z rozbawieniem.
-Chyba za swoją głupotę...-odparłam zawstydzona.
Chłopak zaśmiał się tylko i pociągnął mnie za rękę.
Szedł szybko i stawiał szerokie kroki więc musiałam truchtać by dotrzymać mu kroku. Właściwie to nie miałam wyboru-przez całą drogę trzymał mnie za rękę.
Wkońcu dotarliśmy do sklepu. Zmęczona weszłam do klimatyzowanego pomieszczenia. Rzadko ćwiczyłam na wuefie i teraz odzczułam tego skutki.
Connor przyglądał mi się z rozbawieniem.
-Co cię tak śmieszy ?-wysapałam.
-Dyszysz jakbyś przebiegła maraton i...-nie dokończył bo usłyszeliśmy zduszony krzyk. Spojrzeliśmy na najbliższą kasę i ujrzeliśmy nieco otyłą rudowłosą dziewczynę, która trochę przesadziła z fluidem i kredką do oczu. Od razu ją rozpoznałam, Cassandra Weel; chodziłyśmy razem do szkoły. Była miła, czasami zamieniłyśmy kilka zdań. Przez chwilę cała trójka stała w milczeniu, aż wkońcu Cassie wybąkała:
-Connor, Connor Ball. Boże ! Tato, tato chodź tu, szybko !
Po kilku chwilach zza jednego z regałów wyszedł czterdziestoletni łysiejący mężczyzna o zmęczonym spojrzeniu.
-Co znowu ?-odrzekł podirytowany. Jednak spojrzał w naszą stronę momentalnie zamarł.-Co p-pana ssprowadza do naszego sklepu ?
Connor szturchnął mnie delikatnie ręką.
-Mam małego kota i potrzebuję kilku rzeczy dla niego...Głównie podstaw. Mam go dosłownie od kilku godzin.-powiedziałam.
-Dobrze, dobrze. Proszę za mną !-rzucił piskliwym głosem i poprowadził nas po alejce.-Hmm... od czego by tu zacząć. Och, tak, tak ! Kuweta, kuweta jest bardzo ważna.-wydawał się mówić sam do siebie.
Spojrzałam na Connora i zaśmiałam się cicho.
-Ciekawi ludzie tutaj mieszkają.-odrzekł z uśmiechem.
-Cóż, nie każdy jest sławny, bogaty i utalentowany, Connorku.
Nie odpowiedział i tylko złapał mnie za rękę. Poczułam jak rozchodzi się po mnie przyjemne ciepło.
-Proszę, to wszystko !-odrzekł pan Weels wciskając mi w wszystkie potrzebne rzeczy. Ugięłam się pod ich ciężarem. Nie wiem, który raz dziś Connor spojrzał na mnie z rozbawieniem.
-Może ja to wezmę.-powiedział wyciągając mi zakupy z rąk.
-Ach, no i zapomniałbym !-odrzekł mężczyzna pocierając ręce.-Na koszt firmy, panie Ball.
-Jednak wolałbym zapłacić...-powiedział, po czym przejechał ręką po włosach. (Boże, jak ja uwielbiam gdy to robi !)
-Och, no niech pan nie da się prosić !-wykrzyknął przesłodzonym tonem.
Wariactwo.
-Dobrze, już dobrze.-w głosie Connora można było wychwycić nutkę znudzenia, zapewne słyszał to już wiele razy.
Cassie wszystko ładnie nam zapakowała. Oczywiście musiałam zrobić jej zdjęcie z Connorem. Przy samym wyjściu szepnęła mi do ucha "zazdroszczę chłopaka".
To już totalne wariactwo.
Wyszliśmy ze sklepu i skierowaliśmy w stronę domu. Część drogi przeszliśmy w milczeniu; nie wiem czemu, ale ta cisza mnie bolała. Nie byłam wstanie tego wytrzymać, zupełnie jakby nie miał ochoty ze mną rozmawiać. Nie rozmawialiśmy ze sobą przez resztę spaceru. Byliśmy już pod samym domem. Oparłam się o drzwi i czekałam na jakiekolwiek słowa pożegnania.
-Łał, to serio dziwne, że mieszkałem tyle lat w tym miejscu i nigdy na ciebie nie natrafiłem...-odparł przeszywając mnie wzrokiem.
-Może dlatego, że nie jestem nikim szczególnym ?
-Żartujesz sobie ? Jeszcze nigdy nie spotkałem tak wyjątkowej osoby jak ty, Nel.-moje imię jeszcze nigdy nie brzmiało tak pięknie, jak wtedy, gdy je wypowiadał.
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Stał tak blisko... W środku walczyłam że sobą by go nie pocałować. Nigdy jeszcze się tak nie czułam. Można kochać kogoś, kogo zna się tak krótko ? Wspięłam się delikatnie na palcach, tylko kilka centymetrów, jednak wystarczyło by być bliżej jego twarzy. Był blisko, bliżej, bliżej...Gdy nagle drzwi się otworzyły, a ją z hukiem upadłam na ziemię, poczułam przeszywający ból w prawej dłoni, jednak niezbyt się tym przejęłam i spojrzałam w górę. Ujrzałam wysoką blondynkę, ubraną w białą koszulę, która uśmiechała się do nas przyjaźnie.
Otworzyłam szeroko oczy i cicho powiedziałam:
-Mama ?
niedziela, 18 stycznia 2015
Rozdział 4
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nie mogłam przestać się śmiać :). Super rozdział. Juz lubię wątek z kotem( mam dziwne wrażenie, że zbliży Nel i Connor'a do siebie). A co do Todd'a- przyjaciółka powinna go wspierać, z nie obrażać się o to, że wie tak późno. Czekam na następny :) i życzę weny.
OdpowiedzUsuńMózg wybuch xd
OdpowiedzUsuń