piątek, 6 lutego 2015

Rozdział 7

Domek na polance
Nel
Kate usiadła pomiędzy mną a Connorem, jak gdyby bała się, że gdybyśmy siedzieli obok siebie  odprawialibyśmy jakieś lubieżno-satanistyczne rytuały. Tylko, że mi nie to było teraz w głowie. Za dwa dni wraca tata, prawdopodobnie tylko po to, by zabrać swoje rzeczy i wynieść się stąd w cholerę. Najgorsze było to, że to ja w pewnym stopniu przyczyniłam się do rozpadku naszej idealnej rodziny... Drugim dość bolesnym wątkiem było to, że chciałabym mieszkać z ojcem, ale z drugiej strony tu mam Todda i Connorowi łatwiej byłoby  się ze mną spotykać przy okazji odwiedzin u rodziny. 
-Hej, Nel. Film się zaczyna.-rzuciła Kate zajadając się popcornem.
Boże, tłuste świństwo...Tylko się od niego tyje. Jak w ogóle można to jeść ? Spojrzałam krytycznym wzrokiem na swoje uda. Były ochydne i grube. Wszyscy w koło mówili, że mam nóżki jak patyczki. Gówno prawda.  Może gdybym mogła objąć obie nogi rękoma byłabym zadowolona, ale obie dłonie na jedną nogę to dużo, przynajmniej dla mnie...
-Nie patrz  na nie, to sama
skóra i kości.-wtrącił chłopak.
-Chciałabym, żeby tak było...
-Oglądam coś ! Jak chcecie gadać to za drzwi-ryknęła Kate opluwając mnie popcornem.
-Nel, w takim razie chodź, pro-ana to temat, z którym nie można czekać.
Przewróciłam oczami, ale posłusznie wstałam i ruszyłam ku drzwiom.
-Jest w ogóle o czym gadać ?-odparłam wyciągając z kieszeni spodni papierosy.
-Jest. Kiedy ostatnio jadłaś ?
-Connor, to nie ma znaczenia.
-Nel, to ma ogromne znaczenie ! Odpowiedz na moje pytanie.-zmrużył oczy.
-Dwa dni temu...-odpowiedziałam unikając go wzrokiem.
-Co dokładnie zjadłaś ?
-Jabłko...
-Zdajesz sobie sprawe, że to leczy się psychiatrycznie ?
-Wyślesz mnie tam ?-głos mi się załamał.
-Nie, ale tylko dlatego, że cię kocham, chuderlaku...-przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił,  a nie będę kłamać potrzebowałam tego.
-Connor, masz ochotę na spacer ?
-A Kate ?
-Raczej nie będzie za nami płakać, poza tym ma randkę z Garrym Oldmanem  więc chyba lepiej jej nie przeszkadzać.
-Dobrze,  a gdzie idziemy ?
-W pewno ważne dla mnie miejsce.-powiedziałam chwytając go za rękę.
Prowadząc go wzdłuż alejki spotkaliśmy grupkę rozkrzyczanych dziewczyn, które ze łzami w oczach robiły sobie zdjęcia z Connorem. Żałosne... To nie Bing Bang, Homme czy Siatar więc czym tu się jarać ?  One nawet nie zdają sobie sprawy jak niezwykle zwyczajny jest. Jedna z  dziewczyn spojrzała na mnie takim   wzrokiem jakbym conajmniej uderzyła ją w twarz i nazwała suką, a nie po prostu trzymała Connora za rękę. Dość tego. Odeszłam od grupki. Nie dam się tak traktować.
-Hej, Nel. Gdzie idziesz ?
Spojrzałam za siebie. Szatynek przedzierał się przez tłum rozchichotanych fanek.
-Czy ja wiem ?-wzruszyłam ramionami-Chyba przed siebie. 
-Beze mnie ?
-Fanki cię wzywają.-burknęłam. Teraz już wszystkie spoglądały na mnie tym chłodnym wzrokiem.
-Przepraszam dziewczyny-pomachał w ich stronę ręką-Ale nie mam zbyt wiele czasu.
Jęknęły z dezaprobatą, ale odwróciły się w drugą stronę i ruszyły.
-Ja chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję.-wbiłam wzrok w ziemię.
-Będziesz musiała...Szybko cię od siebie nie wypuszczę.-mruknął, po czym przyciągnął do siebie i pocałował. Do tego też nigdy nie przywyknę. Zawsze gdy mnie dotknie będzie przechodził mnie dreszcz.
-To oświadczyny ?
-W pewnym sensie, skarbie.
Resztę drogi  przeszliśmy w milczeniu. Gdy wkońcu wyprowadziłam go na dużą polankę przy lesie, na której stał mały domek, który wygladał jak zbudowany przez jedenastolatków. W sumie to przez dwunastolatkę i trzynastolatka. Mnie i Todda. Auć...Wspomnienie o nim zabolało. 
-Co to za miejsce ?-odrzekł odsuwając się ode mnie.
-Zobaczysz, chodź.-pociągnełam go w stronę domku.
Weszliśmy do środka. Zaciągnęłam się zapachem drewna. Nic tu się nie zmieniło; podłoga tak samo skrzypiała, ściany nadal były obklejone plakatami z różnych anime a stara sofa była tak samo...stara.  Ja i Connor usiedliśmy na niej.
-Co my tu właściwie robimy ?-rzucił, przejeżdzając ręką po moim ochydnym udzie.
-Nie wiem. Lubię to miejsce...
-Acha, a dostanę całusa za to, że tak grzecznie tu z tobą przyszedłem  ?-miał wzrok szczenaka, który prosi o jedzenie.
-Skoro ładnie prosisz...
Pocałunek  trwał wieczność, w każdym calu przyjemną wieczność. Gdy nagle usłyszałam znajomy głos:
-Co wy tu do cholery robicie ?!
Odskoczyłam jak poparzona od Connora i spojrzałam w stronę właściciela głosu. Wzburzony Todd stał w drzwiach z jakims blondwłosym chłopakiem. Boże, czy to nie ten Evan ?
×
×
×
Och, och jak ja uwielbiam kończyć w połowie ;)
Specialna dedykacja dla Madzi.
Kc Pultasku :*
~Mitzu

3 komentarze: