piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 9

Puzzle
Nel
Kate wróciła o pierwszej...w południe i gdy zapytałam gdzie spędziła noc burknęła tylko coś niezrozumiałego.  Connor również wyszedł o pierwszej. Z tą małą różnicą, że w nocy.  Nie robiliśmy nic ciekawego, poza tym, że mam malinkę na pół szyi, która wyglądała dziwacznie w połączeniu z siniakiem z przed kilku dni, który tylko takową miał udawać. Jedno jak i drugie musiałam ukryć przed tatą, z którym jutro się spotykam.
-A może fluidem ?-rzuciła Kate opierając się o framugę drzwi łazienki.
-Nie wiem...Zabiję go...
-Musiał się nieźle przyssać.
-Wiesz, że masz rację ?
-Ma się to doświatczenie-pstryknęła palcami.
Nie dziwię się. Kate była prześliczna, zapewne nie mogła odpędzić się od adoratorów. Miała długie, czarne jak smoła włosy, ogromne orzechowe oczy, jasną cerę i nogi do samego nieba.  Zawsze gdy szłyśmy gdzieś razem, faceci oglądali się za nią gdy kroczyła dumnie na wysokich obsacach, za to na mnie spoglądali z politowaniem bo potykałam się o własne stopy.
-Może...-ciągnęła-Weźmiesz prysznic, a ja w tym czasie poszperam w internecie. Najwyżej będziesz miała trzy tony fluidu na skórze. -zaśmiała się.
-Ha, ha ! Bardzo śmieszne.-warknęłam zamykajac za nią drzwi, bo księżniczka nie była w stanie tego zrobić.
Zamknęłam oczy...Gdzieś w środku czułam ssące uczucie, pustkę. Zupełnie jakbym była puzzlami bez jedengo elementu. Tym elementem był Connor. Jezu, jak ja za nim tęsknie.  Mimo tego, że wyszedł ode mnie tak późno i właściwie dopiero wtedy, gdy zasnęłam w jego ramionach. Tak mi go brakuje... Po prawie godzine pod prysznicem wkońcu z napuchniętymi od łez oczami postawiłam stopy na zimnych kafelkach. Wyciągęłam rękę po telefon, który leżał na pralce i momentalnie wybrałam jego numer.                                                                          -Hej, Słońce.-przywitał mnie nieco zaspanym głosem-Coś się stało ?
-A musi się stać ? Tęsknię...
-Ja też...Wpadniesz do mnie ? Jestem sam, także no...ten.-zaśmiał się nerwowo.
-Wpadnę za godzinę.
***
Stanęłam przed drzwiami jego domu.  Na obcasach czułam się trochę nieswojo.  Zapukałam cicho.
Connor prawie od razu otworzył drzwi. Miał na sobie koszulkę z dementorem mówiacym "kiss me", identyczną miałam na sobie w dzień, w którym się poznaliśmy.
-Cześć.-powiedziałam nieśmiało-Wiesz, że powinnam cię zabić ? Mam malinkę na pół szyi ! Jak ojciec ją jutro zobaczy to najpierw zabije mnie a później ciebie.
-Nie marudź-pociągnął mnie w stronę swojego pokoju-Wiem, że chcesz więcej.
-Może...Ale nie na szyi. W tym przypadku im więcej tym gorzej.-odparłam siadając na łóżku.
Connor zrobił minę zbitego psa.
-W takim razie odpuszczę sobie na kilka dni.
-Jak chcesz.-powiedziałam z przekąsem.-W takim razie co robimy ?
-Mam pomysł. Zamknij oczy.
Posłusznie wykonałam polecenie. Connor położył mi rękę na biodrze i pocałował. Nie wiem, na czym polegała ta zabawa, ale spodobała mi się.  Nie wiem jak długo to trwało, ale odskoczyłam jak oblana gorącym olejem gdy zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na ekran:
              ❤❤❤Toddie❤❤❤
-Odebrać ?
-Rób co chcesz.-powiedział ze znudzeniem.
-Ej ! O co ci chodzi ?
-O nic, no odbieraj, Jezu.-czyżby szatynek strzelił focha ?
Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
-Cześć-odezwał się jakiś mężczyzna, jego głos nie był mi znany-Jestem Evan, kolega Todda.-ta, jasne...kolega-Dzwonię, żeby przekazać ci, że Todd i w sumie ja chcielibyśmy się spotkać. Tylko, że zależałoby mi, abyś nie brała ze sobą tego chłopaka, który był z tobą w tym domku, jest niebezpieczny.-zaśmiał się nerwowo. Mój Con niebezpieczny ? Ominęła mnie spora bójka.
-Okej, ale dlaczego Todd sam nie zadzwonił ?
-Księżniczce spadłaby z głowy korona. -i choć nie widziałam go teraz, byłam prawie pewna, że się uśmiecha. Już lubię tego Evana, jest trochę jak męska wersja mnie.
-Mogłam się tego spodziewać.-odrzekłam, a kąciki moich ust powędrowały ku górze.-Macie czas dziś wieczorem ?
-Tak, wpadniesz na polankę ?
-Jasne, do zobaczenia.-uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, po czym wyłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko.
-Myślałem, że wieczorem będziesz ze mną...-powiedział cicho.
-Och, ale co mogłam mu powiedzieć ?
-Czy ja wiem ?-zmrużył oczy-Może, że nie możesz przyjść bo będziesz z najważniejszą w świecie osobą, patrz: ja.
-Mhm...to by nie przeszło.-mruknęłam, ziewając-Obraziłbyś się gdybym się przespała ?
-Ze mną ? Zawsze.
Zaśmiałam się cicho i położyłam obok chłopaka.
***
-Ej Connor !-usłyszałam chłopięcy głos, lecz myśląc, że mi się to śni zignorowałam natarczywca.-Connor, Jezu wstawaj.-głos z każdą chwilą stawał się głośniejszy. Mając nadzieję, że nie będę tego słyszeć włożyłam głowę pod poduszkę.
-Matko, Lewie czego chcesz ?!-warknął szatynek zaspanym głosem.
Spojrzałam na osobę, która nas obudziła. Czternastoletni może chłopiec o jasnej cerze i równie jasnych włosach przypatrywał mi się z ciekawością, nie miałam wątpliwości, że to brat Connora.
-James.-powiedział krótko cały czas się we mnie wpatrując.
-Co James ?
-Przyjechał, idioto. A raczej przyjedzie. Będzie wieczorem. I po co to nie pytaj. Nie wiem.-chłopiec przewrócił oczami i wyszedł.
Szatynek podniósł się i widocznie zbyt słaby, opadł na mnie wbijając mnie w pościel.
-O kim mowa ?-wyjęczałam z głową w poduszce.
-Hmm. To mój przyjaciel.
-Jeden z tych z zespołu ? 
-Mhm...-mruknął schodząc ze mnie.
-To ja nie przeszkadzam. W sumie i tak powinnam iść.-nie miałam mu za złe. Nie chciałam mieć z tym kolesiem nic wspólnego.
-Nie przeszkadzasz.-powiedział i przeturlał się tak, że teraz znowu leżałam pod nim.
-A jeśli mnie nie polubi ?
-Ciebie nie da się nie lubić.-pocałował mnie w czoło. 
-Zobaczę.-odparłam z uśmiechem, podchodząc do drzwi, lecz nim udało mi nacisnąć klamkę chłopak obiął mnie w talii i pociągnął ponownie na łóżko, a gdy próbowałam się wyrwać złapał mnie za obie ręce i usiadł mi na nogach.
-Nie zapomniałaś o czymś ?-wyszeptał.
-Nie wiem...-wysapałam-Co masz na myśli ?
-To...-nachylił się nade mną i pocałował, ale w zupełnie inny sposób niż zwykle. Mocniej. Bardziej.
Szatynek widocznie zbyt zajęty moimi ustami zapomniał o  rękach bo je puścił. Wykorzystałam to. Szybka zamiana ról. Przeczołgałam się pod jego ramieniem, skoczyłam na plecy i złapałam za szyję. Opadł twarzą do poduszek. Wygrałam.  Przycisnęłam mu kolano do łopatek i wysyczałam:
-Ja o niczym, w porównaniu do ciebie nie zapominam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Todd
-Jezu, ona zaraz tu będzie. Co ja jej powiem ? A jak się na mnie rzuci ? A jak przyjdzie z tym psychopatą ?-zacząłem jęczeć w stronę Evana, który beztrosko sączył Sprite'a  z niebiesko-zielonej puszki.
-Przeżywasz.
-Nie, Evan. Wygląda słodko, ale...-przerwałem bo stare skrzypiące drzwiczki uchyliły się nieco, ukazując złotowłosą niską dziewczynę o nienaturalnie niebieskich oczach, ze względu na soczewki, które nosiła odkąd pamiętam, by ukryć różnobarwność tęczówki. Ciekawe czy Connor wie, że jego z pozoru idealna dziewczyna ma heterochromię ?
-Cześć...-powiedziała cicho, unikając mojego wzroku.  Nie odpowiedziałem. Bo niby co miałem jej powiedzieć ? Przeprosić ? Owszem, chcę to zrobić, ale to nie jest tak łatwe jak się wydaje.
Staliśmy tak dobre kilka minut, aż Evan podszedł do nas i z irytacją rzekł:
-Masakra, jak dzieci. Widzę, że za sobą tęsknicie. Nie ma Nel bez Todda i Todda bez Nel. Nieważne kto zaczął spór. Po prostu przestańcie się na siebie gniewać. No już, misiek na raz dwa trzy...-nie musiał mi wiele mówić. Uścisnąłem ją najmocniej jak tylko umiałem.
-Jejku, Todd przepraszam.-szepneła z głową w moim ramieniu, po czym wyciągnęła rękę w stronę Evana.-Grupowy ścisk ?
-Grupowy ścisk.-powtórzył chłopak z uśmiechem.

Wszystko zaczynało wychodzić na prostą. Evan polubił Nel, ona jest szczęśliwa i w sumie mam gdzieś kto jej to szczęście dał. Po prostu się uśmiecha, to się liczy. I co najważniejsze: znowu jest przy mnie.
×
×
×
Ten rozdział jest troszkę krótki bo mam ebole :cc Nie no, grypę xd i ciężko mi się myśli. (Trzy razy lrzy tym usnęłam)
xoxo
~Mitzu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz