poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 6

Malinka
Nel
Wkoło tańczyli ludzie. Było ciemno i nie widziałam nic poza kolorowymi światłami, które zdawały się gonić za sobą po parkiecie. Poszukałam wzrokiem Connora. Nie wiem dlaczego akurat jego, ale w środku czułam, że go potrzebuję.
Musiał wiedzieć, że tu jestem. W różowej sukience, która wyglądała jak wyciągnięta z Alice Madness Return wyróżniałam się z tłumu skąpo ubranych dziewczyn.
-Connor !-zawołałam, rozpaczliwie rozglądając się dookoła.
-Tu jestem...-mimo grubego materiału sukni poczułam jego ciepłe dłonie na mojej talii.
Odwróciłam się i spojrzałam na chłopaka. Aż świecił w mroku dyskoteki. Gdzieś w środku czułam, że muszę go pocałować, miałam też odwagę by to zrobić.
Podeszłam bliżej i wspięłam się na palce. Jedną ręką zmierzwiłam mu włosy a drugą położyłam na karku. Złączyliśmy się w pocałunku. Nagle świat się zatrzymał. Zrobiło się cicho, słyszałam tylko bicie serca Connora, które zsynchronizowało się z moim. Pocałował mnie w szyję, niespodziewanie zatopił w niej zęby. Czując ostry ból odepchnęłam go od siebie. Connor upadł na podłogę i zaczął się trząść. Z ust ciekła mu moja krew. Krzyczałam, ale ludzie zdawali się nie zwracać na nas uwagi.
-Nel, Nel. Błagam puść mnie !
Rozejrzałam się dookoła. Nie byłam na dyskotece, ale w pokoju Cona.  To on krzyczał. Prawdopodobnie dlatego, że ciągnęłam go za włosy. Natychmiast puściłam i spojrzałam na zegar; 7:32.
-Jezu, przepraszam !
-Koszmar ?
-Ta, strasznie realistyczny.-dotknęłam miejsca, w którym miało być ugryzienie. I choć nie leciała krew to cholernie piekło. -A tak z innej beczki: pomógłbyś mi się włamać do mojego domu ? Muszę zabrać kilka rzeczy.
-Chcesz się włamać do własnego domu ?-odparł zdziwiony.
-Nie dosłownie. Chcę tam wejść niezauważona. Żeby matka nie wiedziała. Pomieszkam do poniedziałku u siostry Todda...Aż tata wróci.-odpowiedziałam.
-A nie możesz się po prostu z nią pogodzić ?
-Zwariowałeś ? Nie dam jej wygrać.
-Uparty osiołek z ciebie, wiesz ?-rzucił z uśmiechem.
-Osiołek źmeńciony.-odparłam udając dziecięcy szczebiot.
-Śpij dobrze i...Nie ciągnij mnie więcej za włosy, dobrze ? Chyba jednak wolę się przytulać...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ann
Jezu, ja nie miałabym odwagi zrobić tego co Nel, a podobno to ja jestem ta zła. Gdy zaczęła "przyjaźnić" się z Connorem i wyszła z pod skrzydeł Todda widzę, że żyję. Wiem też, że oboje są w sobie zakochani po same uszy. To widać. Miłość od pierwszego wejrzenia. Jakie to romantyczne...Zastanawia mnie jednak gdzie Nel spędziła noc. Dam sobie rękę uciąć, że u Connora. Chyba powinnam zapytać.

9:14
Do: Nel
Niezła akcja. Gdzie spędziłaś noc ?

9:14
Od: Nel
Jak myślisz ? U Connora.

9:15
Do: Nel
Myślałaś już nad imieniem dla dziecka ? :DD

9:17
Od: Nel
...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Connor
Od spania na ziemi bolały mnie plecy. Brad by sobie poradził. Po prostu położyłby się obok niej. Ale ja tak nie mogę...Chyba boję się odrzucenia... A Nel nie była dziewczyną, o której łatwo zapomnieć. Jej włosy, oczy, usta czy blada cera...Nigdy takiej nie widziałem. Była idealna. I właśnie to w niej mnie przerażało. Mówi się że ideałów nie ma. A ona ? Była bez wad. Przyciągała mnie jak światło ćme, pobudzała jak energetyk, uzależniała jak narkotyk. To właśnie jest miłość ? Obsesja na czyimś punkcie ?  Spojrzałem w jej stronę. Leżała na łóżku, ale nie spała. Miała cienie pod oczami i była blada, ale nie blada jak zwykle. Bladość przechodziła w żółć. Usta miała sine, a oczy były nienaturalnie wielkie. Nie wiem co jej się kilka godzin temu śniło, ale to musiało być coś okropnego bo aż się trzęsła.
-Nel, wszystko okej ?
Brak odpowiedzi.
Usiadłem obok niej. W rękach trzymała telefon, ale z nikim nie pisała. Popatrzyłem na nią z bliska. Na szyi miała siniaka, a właściwie malinkę. Na tle biało-żółtej skóry fioletowa wielka plama strasznie się wyróżniała. Wyglądała okropnie. Położyłem palec w miejscu malinki.
-Kto ci ją zrobił ?
-Uderzyłam się.-odparła bez przekonania.
-Jasne. Kto zrobił ci malinkę ? Ten cały Todd ? To twój chłopak ?  
-Todd powiadasz ?-odparła.-Wiesz, wiele nas łączy. Na przykład jego jak  i mnie pociągają chłopcy.
Otworzyłem usta i  na raz je zamknęłem. Nel tylko się zaśmiała, już nie wyglądała tak źle; zaczęły wracać jej kolory.
-Connor ?
-Hmm ?
-Chyba powinnam zadzwonić do Ann czy matka jest w domu bo nie chcę na  nią wpaść.-rzuciła zrywając się z łóżka. Bluza, którą jej dałem wisiała na niej jak wór, ale mimo to wyglądała uroczo.
-W takim razie dzwoń.-odparłem goniąc za nią wzrokiem.
Przyłożyła telefon do ucha i ponownie usiadła obok mnie.
-Hej Ann. Matka jest w domu ?-powiedziała.-Chcę wpaść po kilka rzeczy. Zostanę do poniedziałku u Kate. I-dodała-nie chcę, by Lissa wiedziała, że jestem w domu...Okej, zaraz będziemy.-rzuciła telefon na łóżko-Con, zbieramy się.
Posłusznie wstałem. Była słodka gdy się rządziła, nie mogłem jej się oprzeć. Rany, kocham ją !
Wyszliśmy. Wkońcu było ciepło-jak przystało na początek lipca. W duchu dziękowałem Bogu, Szatanowi, Zausowi i Mephistotelesowi* za to, że rodzice i brat gdzieś pojechali. To nie tak, że się jej wstydzę. Przeciwnie-gdybym mógł powiedziałbym jej i całemu, światu, że ją kocham. Problem w tym, że nie byłem tego pewny bo nigdy tak właściwie nikogo nie kochałem. Spojrzałem na nią.
Ona też na mnie spoglądała. Uśmiechała się promiennie i po wystraszonej, bladej Nel nie było śladu, no może poza jednym szczegółem-na jej szyi nadal była fioletowa plama.
-Chyba powinniśmy iść...-powiedziała, uśmiechając się jeszcze szerzej.
-Tak, chyba tak. -złapałem ją za rękę. Lubiłem to robić-wtedy czułem, że jestem odpowiedzialny za jej bezpieczństwo bo była taka krucha...
-Jezu, co ja bym bez ciebie zrobiła ?
-Emm. No nie wiem, ale jajka i papier to mój pomysł. Gdyby nie to do niczego by nie doszło.
-No w sumie tak...-zaśmiała się słodko.
Resztę drogi przeszliśmy w milczeniu. Nel zapukała do drzwi. Niezbyt delikatnie. Otworzyła nam Ann. Na widok jej stroju aż mnie zatkało:
W czarnej sukience do ziemi, rękawiczkach tego samego koloru i fioletowym dusiku z różowym kamieniem wyglądała conajmniej dziwnie.
-Ile razy ci mówiłam, żebyś nie grzebała w mojej szafie ?-syknęła Nel. To jej ubrania ? Och, to co innego. Ją bardzo chętnie bym w tym zobaczył. Boże, Connor. Ogarnij się.
-Nie było cię więc skorzystałam.
Nel przewróciła oczami i pociągnęła mnie przez próg.
-Poczekasz tutaj ? Wezmę kilka rzeczy i spadamy.-rzuciła w moją stronę wchodząc po schodach. Na jej twarzy nie gościł już uśmiech.
Przez chwilę ja i Ann staliśmy w milczeniu, ale gdy usłyszeliśmy trzask zamykanych drzwi dziewczyna odparła:
-To nie za szybko ? Znacie się kilka dni. Zwykle takie znajomości kończą się po kilku miesiącach.
-O czym ty mówisz ?-starałem się grać zdziwionego.
-Nie udawaj. Widzę jak patrzysz na moją siostre. To urocze, ale nie chcę by ona przez ciebie cierpiała. Connor, żyjesz na walizkach. Sądzisz, że zakochanej dziewczynie łatwo będzie przez to przejść ? Chciałem coś odpowiedzieć, ale znowu usłyszeliśmy trzask drzwi. Nel szybkim krokiem schodziła po schodach  z ogromną torbą w ręku, która zdawała się ją przewracać.  
-No to my się już zbieramy.-ucałowała siostrę w policzek i pociągneła mnie ku drzwiom.
Wyszliśmy, wiał lekki wiaterek, który delikatnie rozwiewał jej długie włosy. Ta drobna dziewczyna wyglądała śmiesznie z wielką torbą.
-Może ja to wezmę.-mruknąłem wyciągając rękę.
-Dam radę.
-Nie żartuj sobie. Daj.-chwyciłem torbę. Nie była ciężka. Jak to możliwe, że Nel ma tak słabe ręcę ? Zaczynam się martwić...
-Och...-westchnęła.-To ja może zadzwonię do Kate...-rzuciła, wyciągając telefon z kieszeni mojej bluzy.-Hej...Słyszałaś o tym co się stało ? Taak...Miałabym małą proźbę...Przygarniesz mnie do siebie do poniedziałku ? Jezu Kate ! Nie wiem jak ci dziękować...W takim razie zaraz będę. Do zobaczenia.-śmiechnęła się promiennie i schowała telefon do kieszeni.
Co dziwne, mieszkanie siostry Todda nie było daleko. Mieściło się w starym, szarym (który pewnie kiedyś był biały) pokrytym bluszczem bloku.  Na nasze szczęście mieszkanie było na parterze. Postawiłem torbę na ziemi.
-Tu chyba się żegnamy...-podeszła bliżej i...pocałowała mnie w policzek. Boże, jak ciepło. Po długiej i przyjemnej chwili oderwała usta od mojego policzka. Już prawie naciskała na klamkę gdy na powrót pociągnąłem ją do siebie.
-Nel ja nie chcę...-szepnełem.-Nie chcę udawać, że to nic, że jesteś mi obojętna. Nie chcę, rozumiesz ? I może za chwilę mnie znienawidzisz, ale trudno muszę to zrobić. Kocham cię, Nel.-serce łomotało mi jakby miało wyskoczyć z piersi. No nic, pomyślałem i pocałowałem ją. Tylko tego chciałem przez ostatnie dni...
×
×
×
*Tak, tak...Mephiś <3 Ze specialną dedykacją dla Uli-kun (tak, wg. mnie jesteś mężczyzną) Kc.
~Mitzu

3 komentarze:

  1. Osoba pisząca to powinna iść do psychiatry- potwierdzone info xD Kc Debilu :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Już nie moge się doczekać nexta <3 twoje opowiadania. Pisz dalej! czekam

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej :)
    Bardzo mi się podobało ily :) Zacznę czytać ! <3

    Zapraszam do mnie i zachęcam do komentowania! :3

    http://inanotherworldthevamps.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń