Prawda
Nel
Mama ruchem ręki zachęciła nas do wejścia, jednak ani ja, ani Connor nawet się nie ruszyliśmy.
-No chodźcie, jest zimno. Przeziębicie się, a całować możecie się w środku.-odparła z zaniecierpliwieniem.
Rumieniec oblał mi całą twarz. Spojrzałam na Connora, który był dziwnie blady, a może poprostu uwaga mojej matki nie zrobiła na nim większego wrażenia ?
-Gdybym mogła to już dawno bym wstała. Upadłam na rękę. Connor, do cholery, nie stój jak słóp soli i mi pomóż.-syknęłam. Ból w ręcę z każdą sekundą robił się dotkliwszy.
Chłopak bez słowa podszedł do mnie i delikatnie postawił na ziemi. Na chwilę przestało boleć, to zadziwiające jak dotyk niektórych osób działa kojąco.
-Nel, nadal jestem twoją matką, jeśli już masz przeklinać to nie przy mnie.
Och, moja genialna mamusia.
Gdy weszliśmy do środka matka odparła:
-Przedstawisz mi kolegę ?
-To Connor.-starałam się mówić bez cienia emocji, jednak wypowiadając jego imię przeszedł mnie dreszcz.
-Skąd jesteś ? Nigdy cię tu nie sportkałam-rzuciła uśmiechając się. To coś czego zawsze jej zazdrościłam-pewna siebie, niezależnie od sytuacji.
-Mam tutaj rodziców. Raczej tutaj nie bywam. Zwykle jestem w trasach lub nagrywam piosenki. Nie mieszkam tutaj na stałe.-odparł. To dziwne, w jego głosie słyszałam zdenerwowanie. Lekkie, ale jednak. Zabawne, raczej nie ma problemów z wejściem na scenę, a ma stres przed moją matką. Muszę przyznać, że jest uroczy gdy się denerwuje.
Spojrzała na Connora z zaciekawieniem. W głowie zapaliła mi się czerwona lampka. Wiem co to oznacza; moja rodzicielka będzie udawać, że ją to interesuje by zupełnie jak chłopak-zrobić dobre wrażenie. Prawda jednak jest taka, że jej to wisi. Ona zawsze ma wszystko gdzieś. W głowie usłyszałam własny głos "skończ to".
-Mamo, to my może pójdziemy na górę.-rzuciłam ciągnąc za sobą Connora. Miał przyjemnie ciepłe dłonie. Czy to normalne, że w ogóle myślę o "tym" w ten sposób ? To chore. Nie znam go, a czuję jakby był zawsze. Jakby był przez te wszystkie lata, gdy nie potrafiłam rozmawiać z otoczeniem. Gdy był tylko Todd. Ogarnęła mnie fala chłodu. No właśnie...Todd. Po raz nie wiem który zachowałam się jak totalna egoistka, która ma fochy o to, że jej przyjaciel nie chciał jej o czymś powiedzieć. Tak zachowuje się przyjaciółka ? On pewnie liczył na to, że będę go wspierać...
-Znowu masz jakąś ścinę i nie da się z tobą rozmawiać. Jesteś w ogóle tutaj ?
Popatrzyłam w jego stronę. Stał na różowym dywanie w moim pokoju. Myślami byłam tak daleko, że nawet nie zauważyłam, że nie jesteśmy już na schodach.
-Przepraszam. Zamyśliłam się...To nie boli, spróbuj kiedyś. Całkiem przyjemne zajęcie. Możesz być gdziekolwiek nie ruszając się z miejsca.-odparłam podchodzac do łóżka i biorąc kota.
-Cóż. Warto spróbować, szczególnie, że musimy wymyślić mu imię.-powiedział opadając na łóżko.
-To chyba chłopiec, co ?-rzuciłam siadając obok.
-Ta.
-To może Nox ?
-Nie, zbyt łatwe.
-Church.
-Świętobliwa się znalazła.
-Fistaszek !
-Brzmi dobrze, aczkolwiek nie. Przewróciłam oczami i podjęłam ostatnią próbę:
-Connor.
-Idealnie ! Było tak od razu.-krzyknął i tak gwałtownie wstał, że się zachwiałam.
-Ojej.-jęknął i chwycił mnie od tyłu bo prawie spadłam z łóżka.
-Sierota.-syknęłam-Trzeba zająć się resztą.
Spojrzał w stronę beżowych pakunków i bez słowa do nich podszedł. Dziś jest jakoś szczególnie milczący.
Wyszłam na korytarz zostawiając go kompletnie samego. Było ciemno, jedynym źródłem światła była złotawa łuna, której prawdopodobne źródło było w pokoju Ann, którego drzwi były lekko uchylone. Postanowiłam wejść do środka, wkońcu nie zamieniłyśmy ze sobą ani słowa od wizyty w szpitalu.
Zapukałam cicho. Siedziała na łóżku i rysowała coś w zeszycie. Jej sypialnia była o wiele mniej przytulna od mojej. Na panelach nie było dywanu, biurko było puste a na ścianach nie było ani jednego zdjęcia. Nic, co by wskazywało, że pokój jest zamieszkany.
-Hej...Co robisz ?
-Nic.
-Mhm...
-No dobrze...Rysuję.-rzuciła ze znudzeniem.
-A co dokładnie ?-obtoczyłam ją ramieniem. Spojrzałam na rysunek. Przedstawiał obejmującą się parę. Byli praktycznie bez ubrań, zasłaniał ich koc. Mimo to rysunek był śliczny, nie wiedziałam, że ona ma taki talent. W sumie to nawet nie miałam pojęcia, że rysuje.
-To ty...I Connor.-szepnęła unikając mojego wzroku.
-Ann, ale...
I nim powiedziałam coś więcej przerwała mi:
-Daruj sobie, ok ? Pasujecie do siebie, no i widzę jak on na ciebie patrzy.-posłała mi tajemniczy uśmiech.
-I wcale ci to nie przeszkadza ?
-Ani trochę. Na początku może, ale i tak nie mam szans, no i nie jestem pępkiem świata, nie ?-neutralność w jej głosie aż mnie zdziwiła.
-Och, no dobrze. A tak z innej beczki. Wiesz gdzie jest matka ?
-Nie mam pojęcia i nie chcę cię wyganiać, ale idź już do Connora bo się zatęskni.
Przewróciłam tylko oczami i wyszłam z pokoju.
Tym razem jednak nie ogarnął mnie całkowity mrok. Con zapalił kilka świateł. Poszukałam go wzrokiem. Siedział na kanapie w salonie głaszcząc Connora-jakkolwiek to brzmi.
Zeszłam na dół i usiadłam na blacie.
-Dlaczego nie ma twojej mamy ? Dopiero co wróciła i już gdziesz poszła ?-zapytał ciągle zajęty kotem.
-Tja. Zapewne do swojego przyjaciela Josha Hutnama.-rzuciłam.
-Emm.To ona nie ma męża ?
-Ma. Ale jak chcesz wiedzieć coś więcej to musimy wyjść, nie chcę by Ann słyszała. Ona nic nie wie.-powiedziałam zeskakując z blatu.
-Dobrze.-przytaknął.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Connor
Wyszliśmy przed domu. Było ciemno. Spojrzałem na Nel, która zawzięcie szukała czegoś w swojej czarnej torbie. Po chwili starań wyciągneła paczkę papierosów. To nie tak, że przeszkadzało mi to, że pali, ale była jest i będzie dla mnie na tyle ważna, że martwi mnie jej stan. Jest strasznie chuda, nie widziałem by cokolwiek dziś zjadła i jeszcze to.
Spojrzała na mnie, a jej wzrok mówił 'chcesz ?' i gdy przecząco pokręciłem głową schowała paczkę do torby, wzięła papierosa do ust i zapaliła.
-Wiesz...-zaczęła wypuszczając dym z ust.-To zaczęło się jakoś tak: to był koniec roku, miałam czternaście lat...-zaciągnęła się po czym ponownie wypuściła dym-Szliśmy z Toddem korytarzem i zobaczyłam matkę wychodzocą z gabinetu wuefisty. Na początku myślałam, że od tak przyszła porozmawiać na temat moich ocen, które swoją drogą, nie były najlepsze. Nienawidzę wuefu. No ale zaczęliśmy z Toddem śledzić moją matkę. Okazało się że przykładna matka i żona, jaką wydawała się być Lissa Garroway zdradzała poczciwego pilota Thomasa z nauczycielem wychowania fizycznego ich córki Nephilii. Nie powiedziałam nic ojcu bo jak głupia myślałam, że to przelotny romanski. No i na nieszczęście rodziny okazało się że Hutnam i moja matka kręcą ze sobą od dawna.-kolejny raz zaciągneła się i wypuściła dym.
-Nieciekawie...Wiesz gdzie ten cały Hutnam mieszka ?
-Tsa, a co ?-rzuciła.
-Zobaczysz. Mam fajny plan, który może się udać, ale najpierw musimy przejść się do sklepu.-powiedziałem po czym złapałem ją za rękę i poprowadziłem w dół uliczki.
Znowu wybrałem sklep pana Weelsa, tym razem jednak poprosiłem Nel by sama weszła do sklepu.
-No ale co właściwie mam kupić ?
-Jajka i papier toaletowy.-odparłem podając jej pieniądze.
-Boże, akcja jak w gimnazjum. Masz szczęście, że sklep Weelsa jest całodobowy.-rzuciła przez ramię wchodząc do środka.
Nie musiałem długo czekać. Wręczając mi zakupy warknęła "Będą z tego kłopoty", czym nie bardzo się przejęłem. Przecież o to chodzi.
-Daleko mieszka ten Josh ?
-Nie. Dziesięć minut drogi.
Doszliśmy bez problemu pod dom Hutnama. Był podobny do domu Nel, z tą małą różnicą, że był niebieski.
-Domyślasz się po co tu jesteśmy ?-szepnełem jej prosto do ucha podając jajka.
-Ta, udekorujemy belfrowi dom.-odpowiedziała z uśmiechem otwierając paczkę i wyciągając jajko.
Zrobiłem to samo.
-To na trzy. Raz...Dwa...TRZY !-wrzasnęliśmy równocześnie. Kolejne pociski z jajek i papieru leciały w stronę niebieskiego domu. Gdy nagle drzwi się otworzyły i ze środka wyszedł mężczyzna w jadowicie zielonym szlafroku.
-Dzieciaki co wy wyrabiacie ?!-krzyknął.
-Nie widzi pan ? A wy ?! Co robicie ? W karty raczej nie gracie !-warknęła w odpowiedzi Nel.
Jezu, nawet by mi przez głowę nie przeszło, że ta słodka blondynka jest wstanie powiedzieć takie słowa.
-Och Nel, jak się dowiedziałaś ?
Spojrzeliśmy za nauczyciela. Stała za nim blondynka w różowym szlafroku.
-Wiem od dawna. Widziałam cię jak od niego wychodzisz.-syknęła dziewczyna.-I wiesz co ? Mam dosyć robienia dobrej miny do złej gry. Jak tylko ojciec wróci wszystko mu powiem. Nie zasługujesz na niego !
-Nie będziesz się tak zwracać do matki ! Z resztą porozmawiamy w domu.-warknęła kobieta.
-Nie ! Nie będę z tobą o niczym rozmawiać ! Wiesz co ?! Wreszcie nadszedł ten dzień. W Y P R O W A D Z A M się.-wrzasnęła ze złością Nel.
-Proszę bardzo ! Tylko nie przychodź do mnie później z przeprosinam.-Lissa zatrzasnęła drzwi bez słowa pożegnania.
-To się narobiło...-mruknąłem odgarniając włosy z czoła dziewczyny.
-Tak, od dziś jestem bezdomna.-powiedziała z przekąsem.
-Niekoniecznie. Przenocujesz u mnie. Przecież cię nie zostawię.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nel
Usiadłam na łóżku w pokoju Cona. Gdy przyszliśmy wszyscy już spali-tym lepiej. Nikt nie wie, że tu jestem. Wyglądałam przynajmniej śmiesznie w bluzie Connora, która wysiała na mnie jak worek.
-Nie wiem jak ci dziękować...-szepnełam w stronę chłopaka. Siedział na ziemi. Upar się bym to ja spała na łóżku. No halo, nie jestem aż tak delikatna.
-Nie musisz. Mówiłem przecież, że możesz na mnie liczyć. Dochodzi piąta, powinnaś spać. Dobranoc.-mruknął z pod przymkniętych powiek.
-Dobranoc Connor.-ziewnęłam, zwinęłam się w kulkę i poszłam spać.
sobota, 31 stycznia 2015
Rozdział 5
niedziela, 18 stycznia 2015
Rozdział 4
Wielki powrót
Nel
To wszystko jest tak cholernie niepojęte. Jak długo to przede mną ukrywał ? Podobno byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Spojrzałam w jego stronę, jednak Todd nie odezwał się ani słowem.
Miałam tysiące myśli na raz-pytania kłębiły się szukając ujścia. Nie wiedziałam od czego zacząć, chciałam o tyle zapytać...Jednak najbardziej bolała mnie myśl, że dowiedziałam się tak późno. Postanowiłam więc o to zapytać:
-Dlaczego powiedziałeś mi dopiero teraz, gdy masz chłopaka ? Nie ufasz mi ?
-Nel-westchnął-sądzisz, że to takie łatwe ? Myślisz, że co ? Że byłbym w stanie od tak podejść do ciebie i powiedzieć "hej Słońce, jestem gejem i mam chłopaka" ?
-Sądzisz, że moja reakcja byłaby inna niż teraz ? Poza tym, że boli mnie fakt, że tak późno się dowiedziałam to nic by się nie zmieniło !-nie wiem kiedy wstałam, ale teraz Todd leżał na łóżku przy moich stopach i wydawał się mały-Sądzisz, że nie byłam warta tego, by wiedzieć jako pierwsza ? Może myślisz, że jestem nietolerancyjna ? Och, dobrze wiesz, że tak nie jest. Wydawało mi się że jesteśmy przyjaciółmi, najlepszymi przyjaciółmi.-głos mi się załamał a w oczach miałam łzy. Zaczęłam się powoli cofać ku drzwiom.
-Nel, posłuchaj...-powiedział zrywając się z łóżka.
-Daruj sobie, ok ?-rzuciłam przez ramię i wyszłam z pokoju. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Weszłam do wanny i wkońcu pozwoliłam sobie na płacz. Szlochałam cicho, a w tle leciało Kill Kill Lany Del Rey.
Nie wiem ile tak siedziałam...Pewnie długo, jednak to nie miało teraz większego znaczenia.
Nabrałam powietrza w płuca i zanurzyłam się pod wodę. Wtem usłyszałam ciche pukanie-przynajmniej tak
wydawało mi się pod wodą.
-Emm...-zamarłam gdy usłyszałam głos Connora-Hej Nel. Pewnie się kąpiesz, czy coś, ale jest sprawa, która nie może czekać. Tak więc...Szanownie bym prosił byś ze mną porozmawiała, dobrze ?
-Kto cię wpuścił ?-wybąkałam. -Ann...Błagam szybko.
Wyszłam z wanny i zaczęłam się ubierać-w duchu żałowałam, że wybrałam przetarte jeansy i t-shirt z gotycką wersją My Little Pony.
Spojrzałam na siebie w lustrze i momentalnie się skrzywiłam-mokre włosy przykleiły mi się do twarzy a pozstałości makijażu strużkami spływały po moich policzkach. Wyciągnęłam z szafki kilka wacików i zaczęłam czyścić twarz.
-Boże Nel, szczęścia tam szukasz ?-krzyknął z niecierpliwością.
-Aż tak ci się śpieszy ?-burknęłam wyciągając suszarkę. Ciepłe powietrze zdmuchnęłu ostatnie resztki smutku.
Wyszłam z łazienki do pokoju i zobaczyłam Connora trzymającego małą czarną kuleczkę.
-Co to ?-rzuciłam opadając na łóżko.
-Chyba "kto"-poprawił mnie-to kot. Ten maluch szuka domu i pomyślałem o tobie. I nie możesz mi odmówić ! Och, no patrz jaki słodziak...-mruknął i pogłaskał kota po pyszczku.
Przewróciłam oczami, ale fakt faktem, kot był uroczy.
-Nigdy nie spotkałam bardziej uroczej istotki-szepnęłam wyciągając zwierzaka z rąk chłopaka.
-Hej ! A ja ?-odrzekł.
-Chciałbyś.
-No, ale bierzesz go, tak ?-otworzył szeroko ładne oczy, wiedziałam, że nie mogę odmówić.
-Och, dobrze.-ponownie przewróciłam oczami.-Same z tobą problemy...
-Oj wiem, że mnie kochasz...-posłał mi buziaka i opadł na poduszki.
Serce zaczęło mi bić tak cholernie szybko. "że mnie kochasz" "że mnie kochasz"...Słowa odbijały się echem w mojej głowie...Przecież on tylko żartował, żartował.
W odpowiedzi wybąkałam tylko niewyraźne "chrzanisz".
-Nie kłam !-odparł.
-Ach, nie śmiałabym Connorku !-odpowiedziałam udając rozmarzony ton- Connor ja ciebie kocham ! Do ciebie szlocham, o tobie śnię. Nawet gdy nie śpię !
-Nie próbuj odawać Freda i George'a, ok ? Pół Zakonu Feniksa poprzewracałoby się w grobach...Gdyby istnieli.-odparł rzeczowym tonem, który nie pasował do sytuacji.
-Bo nie jestem ruda ?
-To brzmi dziwnie, ale tak.
-Tja...Ej, wiesz co ? Wydaję mi się że koty chyba muszą jeść. Trzeba się przejść do sklepu i jako, że to ty wyskoczyłeś z tym kotem idziesz ze mną i bez wymówek, rozumiemy się ?
-Jasne-powiedział posłusznie.-To co, zbieramy się ?
Choć słońce świeciło było chłodno, a na dworze było mało ludzi. Spojrzałam po okolicy; kilkoro dzieci sąsiadów rysowało kredą po chodniku, poza nimi i nami nie było nikogo. Tym lepiej dla mnie-nie chcę plotek typu "Nel Garroway prowadzą się z Connorem Ballem''.
-Sklep jest niedaleko, zaledwie kilka minut spacerkiem.-powiedziałam i spojrzałam na Connora, który utkwił wzrok w trampkach.
-Nel, błagam. Wychowałem się tu, nie mam amnezji.-odrzekł z irytacją.
-Przepraszam...-szepnęłam, po czym zaśmiałam się nerwowo i wbiłam wzrok w kamyki leżące na chodniku.
Dotknął mojego policzka, delikatnie; zaledwie opuszkami palców, ale przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
-Za co mnie przepraszasz ?-zapytał z rozbawieniem.
-Chyba za swoją głupotę...-odparłam zawstydzona.
Chłopak zaśmiał się tylko i pociągnął mnie za rękę.
Szedł szybko i stawiał szerokie kroki więc musiałam truchtać by dotrzymać mu kroku. Właściwie to nie miałam wyboru-przez całą drogę trzymał mnie za rękę.
Wkońcu dotarliśmy do sklepu. Zmęczona weszłam do klimatyzowanego pomieszczenia. Rzadko ćwiczyłam na wuefie i teraz odzczułam tego skutki.
Connor przyglądał mi się z rozbawieniem.
-Co cię tak śmieszy ?-wysapałam.
-Dyszysz jakbyś przebiegła maraton i...-nie dokończył bo usłyszeliśmy zduszony krzyk. Spojrzeliśmy na najbliższą kasę i ujrzeliśmy nieco otyłą rudowłosą dziewczynę, która trochę przesadziła z fluidem i kredką do oczu. Od razu ją rozpoznałam, Cassandra Weel; chodziłyśmy razem do szkoły. Była miła, czasami zamieniłyśmy kilka zdań. Przez chwilę cała trójka stała w milczeniu, aż wkońcu Cassie wybąkała:
-Connor, Connor Ball. Boże ! Tato, tato chodź tu, szybko !
Po kilku chwilach zza jednego z regałów wyszedł czterdziestoletni łysiejący mężczyzna o zmęczonym spojrzeniu.
-Co znowu ?-odrzekł podirytowany. Jednak spojrzał w naszą stronę momentalnie zamarł.-Co p-pana ssprowadza do naszego sklepu ?
Connor szturchnął mnie delikatnie ręką.
-Mam małego kota i potrzebuję kilku rzeczy dla niego...Głównie podstaw. Mam go dosłownie od kilku godzin.-powiedziałam.
-Dobrze, dobrze. Proszę za mną !-rzucił piskliwym głosem i poprowadził nas po alejce.-Hmm... od czego by tu zacząć. Och, tak, tak ! Kuweta, kuweta jest bardzo ważna.-wydawał się mówić sam do siebie.
Spojrzałam na Connora i zaśmiałam się cicho.
-Ciekawi ludzie tutaj mieszkają.-odrzekł z uśmiechem.
-Cóż, nie każdy jest sławny, bogaty i utalentowany, Connorku.
Nie odpowiedział i tylko złapał mnie za rękę. Poczułam jak rozchodzi się po mnie przyjemne ciepło.
-Proszę, to wszystko !-odrzekł pan Weels wciskając mi w wszystkie potrzebne rzeczy. Ugięłam się pod ich ciężarem. Nie wiem, który raz dziś Connor spojrzał na mnie z rozbawieniem.
-Może ja to wezmę.-powiedział wyciągając mi zakupy z rąk.
-Ach, no i zapomniałbym !-odrzekł mężczyzna pocierając ręce.-Na koszt firmy, panie Ball.
-Jednak wolałbym zapłacić...-powiedział, po czym przejechał ręką po włosach. (Boże, jak ja uwielbiam gdy to robi !)
-Och, no niech pan nie da się prosić !-wykrzyknął przesłodzonym tonem.
Wariactwo.
-Dobrze, już dobrze.-w głosie Connora można było wychwycić nutkę znudzenia, zapewne słyszał to już wiele razy.
Cassie wszystko ładnie nam zapakowała. Oczywiście musiałam zrobić jej zdjęcie z Connorem. Przy samym wyjściu szepnęła mi do ucha "zazdroszczę chłopaka".
To już totalne wariactwo.
Wyszliśmy ze sklepu i skierowaliśmy w stronę domu. Część drogi przeszliśmy w milczeniu; nie wiem czemu, ale ta cisza mnie bolała. Nie byłam wstanie tego wytrzymać, zupełnie jakby nie miał ochoty ze mną rozmawiać. Nie rozmawialiśmy ze sobą przez resztę spaceru. Byliśmy już pod samym domem. Oparłam się o drzwi i czekałam na jakiekolwiek słowa pożegnania.
-Łał, to serio dziwne, że mieszkałem tyle lat w tym miejscu i nigdy na ciebie nie natrafiłem...-odparł przeszywając mnie wzrokiem.
-Może dlatego, że nie jestem nikim szczególnym ?
-Żartujesz sobie ? Jeszcze nigdy nie spotkałem tak wyjątkowej osoby jak ty, Nel.-moje imię jeszcze nigdy nie brzmiało tak pięknie, jak wtedy, gdy je wypowiadał.
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Stał tak blisko... W środku walczyłam że sobą by go nie pocałować. Nigdy jeszcze się tak nie czułam. Można kochać kogoś, kogo zna się tak krótko ? Wspięłam się delikatnie na palcach, tylko kilka centymetrów, jednak wystarczyło by być bliżej jego twarzy. Był blisko, bliżej, bliżej...Gdy nagle drzwi się otworzyły, a ją z hukiem upadłam na ziemię, poczułam przeszywający ból w prawej dłoni, jednak niezbyt się tym przejęłam i spojrzałam w górę. Ujrzałam wysoką blondynkę, ubraną w białą koszulę, która uśmiechała się do nas przyjaźnie.
Otworzyłam szeroko oczy i cicho powiedziałam:
-Mama ?
piątek, 2 stycznia 2015
Rozdział 3
Pożegnania są trudne
-Nie wytrzymam kolejnego odcinka tego szajsu !-powiedział Connor krztusząc się ze śmiechu.
-To z czego się śmiejesz, idioto ?-odrzekłam, nie mogłam się powstrzymać od śmiechu.
-Bo to jest tak chore, że aż śmieszne.-odpowiedział opadając na poduszki obok mnie.
Od dawna nie miałam takiej głupawki. Todd nie miał poczucia humoru. Kiedy w kinie cała sala się śmiała on siedział ze wzrokiem wbitym w popcorn. Connor był jego przeciwieństwem- uśmiech prawie nie schodził mu z twarzy (swoją drogą był bardzo ładny).
-Nad czym tak rozmyślasz ?-zapytał.
-Wyobrażam sobie jak stoisz przywiązany do pnia i płoniesz.-rzekłam mrużąc oczy.
-Grubo...Ciekawe jak smakowałbym, taki upieczony.
-Pewnie jak kurczak.-zaśmiałam się-Albo jak kebab.
Spojrzałam na zegar. Cholera, cholera, cholera. Dochodzi trzecia.
-Późno się robi, powinienem już iść.-odrzekł, jakby czytając mi w myślach. Wstał kierując się do drzwi.
*
Przystaneliśmy na werandzie, noc była chłodna. Jedynym źródłem ciepła był jego oddech, który łaskotał mnie w szyję.
-Pożegnania są trudne.-odrzekłam-Nigdy nie wiem jak się zachować, co powiedzieć.
Spojrzał na mnie. Miał smutne oczy.
-Mam tak zawsze gdy jesteś blisko, wiesz ? Chcę zrobić tyle rzeczy na raz, że czasem zachowuję się głupio.-odrzekł.
-Nie. Nigdy nie zachowałeś się przy mnie głupio. Jesteś zabawny, ale nie chamski. Otwarty, ale nie nachalny. Troskliwy, ale nie nadopiekuńczy.-powiedziałam cicho. Nie mogłam się powstrzymać i złapałam go za nadgarstek.
-Tja...Jasne. A moja przemowa o tym, że możesz na mnie liczyć i tak dalej ? Wszystkie inne dziewczyny by mnie wyśmiały.
-Ale ja nie jestem wszyscy i nie mam na imię każdy. I nikt nigdy nie powiedział mi tak miłych słów.-mocniej zacisnęłam palce na jego nadgarstku.
Podziałało, uśmiechnął się i dotknął mojego policzka.
-Jesteś wspaniała, wiesz ?-szepnął i podszedł troszkę bliżej.
-Dla wybranych osób może i tak.-odpowiedziałam.
Teraz już uśmiechaliśmy się oboje.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Obudził mnie sygnał telefonu.
Spojrzałam na mały ekranik, na którym wyświetlało się zdjęcie Todda.
Nie miałam najmniejszej ochoty odbierać, źle się zachował i kilka dni rozłąki mu nie zaszkodzą. Jednak przypomniałam sobie tego chłopaka, który zna moje sekrety, pociesza mnie gdy nie mam ochoty do życia, trzyma za rękę gdy się boję.
Prawdopodobnie odebrałam w ostatniej chwili.
-Hej, co tam ?-powiedziałam zaspanym głosem i przetarłam oczy.
-Hej. Ty jeszcze w łóżku ?-zaśmiał się nerwowo.
-Tak. Co chcesz ?-warknęłam.
-Jej, chciałem tylko zapytać czy do mnie wpadniesz...-powiedział urażonym tonem.
-Och...Będę za pół godziny.
Todd
Spojrzałem po zagraconym pokoju. Chyba powinienem go ogarnąć, Nel nie lubi bałaganu.
Sprzątałem nim do pokoju wkroczył oczekiwany gość.
-Hej, ważna sprawa, a właściwie sprawy. Siadaj-wskazałem na krzesło.
-A mogę się położyć ? Nie wyspałam się.
-Jasne, tylko nie zaśnij.-powiedziałem i położyłem się obok.
-Zaczniesz mówić czy mam to z ciebie wyrzucić ?-powiedziała przeciągając się.
-Emmm. No to po pierwsze:
Czy to prawda, że wczoraj był u ciebie ten przychlast ?-uff. wyrzuciłem to z siebie.
-Nie nazywaj go przychlastem, dobrze kretynie ?-powiedziała bawiąc się wisiorkiem.-Skąd wiesz ?
-Ann mi powiedziała. Uwaga, cytuję: "Od prawie pięciu godzin drą się jak obdzierane ze skóry świnie, musi być ostro."-rzekłem i czekałem na reakcje.
-Tak ci powiedziała ? Boże...Muszę ci tłumaczyć, że to kłamstwo czy sam się domyśliłeś ?-burknęła. Miałem nadzieję, że się zarumieni, ale ona tylko patrzyła na mnie spokojnie.
Teraz będzie trudniej...
-Nel...Zauważyłaś pewnie, że ja odtrącam inne dziewczyny, nie ? Bo wiesz, to nie dlatego, że jestem wybredny, czy coś. Ja jestem inny i...Obiecasz, że nikomu nie powiesz ?-powiedziałem i kiedy przytaknęła szepnęłem:
-Nel, ja jestem gejem.
-Nie...Nie wiedziałam. Masz chłopaka ?-nie była wściekła czy wzburzona. Była ciekawa.
-T-tak. Ma na imię Evan i chyba go polubisz. Rodzice już wiedzą. Ojciec się wściekł...Ale mimo wszystko teraz czuję się szczęśliwy.