wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział pierwszy

1. Kto by pomyślał
-Jak ty to właściwie zrobiłeś ?- zapytałam wychodząc z auta na zalany słońcem parking przy warsztacie.
-Emm...No więc jeździłem wózkiem sklepowym po parkingu, razem z Joshem...Moim kolegą i nim ogarnąłem co dzieje się dookoła leżałałem na ziemi obok lusterka, a Josh się ze mnie nabijał...-odrzekł nieco zmieszany.
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Wyobraziłam sobie Connora, wielką gwiazdę leżącego przy moim aucie.
-Trzy pytania.-powiedziałam-Po pierwsze: Po co do cholery jeździłeś po parkingu ? Po drugie: Gdzie twój kolega ? Zostawił cię ? Uciekł ?   I po trzecie: Odbiło ci ?!
Posłał mi rozbawione spojrzenie i odrzekł:
-To właściwie pięć pytań.   No i poprostu się wygłupialiśmy, ty nigdy nie miałaś taki odpałów ? I tak...Uciekł. No i w sumie to chyba mi odbiło.-przejechał ręką po włosach- Wiesz...Gdy ludzie są sławni to im bije. Niedługo ubiorę się w strój z mięsa, czy coś...
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Tylko Ann stała cicho i wyglądała na dość naburmuszoną.
Przerwaliśmy śmiech bo ku nam  zmierzała wysoka ciemnowłosa postać w ubraniu roboczym, to Todd mój najlepszy i jedyny przyjaciel.
Czarne jak smoła włosy miał rozwiane, a na czole widać było kilka kropelek potu. Nawet z czarnym osadem na rękach, rozczochrany i spocony był piekielnie przystojny. Wszystkie dziewczyny w szkole za nim wzdychały, a on jakby wybrał sobie mnie-zwykłą szarą  myszkę, która z nikim nie rozmawiała i całe dnie spędzała czytając mangi w bibliotece. Jego siostra Kate często powtarzała, że za niego wyjdę, kupimy wielki dom i psa, a po roku urodzą nam się bliźnaczki z heterochromią ("bo nasza babcia takie miała"). Ale ja kochałam go wyłącznie jak brata.
Todd  miał dziwny wyraz twarzy. Wydawał się wściekły i jednocześnie zmartwiony.
Cofnęłam się aż napotkałam ramię  Connora, nie wiem dlaczego się za nim schowałam, ale Todd nigdy się tak nie zachowywał.
-Todd...H-hej.-wybąkałam  ponad ramieniem Connora-Wszystko okej ?
Chłopak przymknął jasne oczy, a gdy znów je otworzył był tym samym facetem, z którym godzinami rozmawiałam w moim pokoju.
-Co z twoim autem ?- powiedział wskazując na lusterko, a raczej jego brak.-Nie powinnaś nim przyjechać.
Cholera, no tak. Jak jeszcze chwilę temu zaciskałam dłonie na ramieniu Connora, tak teraz stałam twarzą w twarz z Toddem i szukałam sposobu jak się usprawiedliwić. Na szczęście winowajca całego zajścia mnie wyręczył:
-To moja wina. Mieliśmy wypadek i...
Todd nie zbyt miło mu przerwał:
-Daruj sobie. Nel, naprawię auto, ale ten kretyn za tobą stawia ?- rzekł szorstko, obrzucając Connora nieprzyjemnym spojrzeniem.
-Ej ! Nie wolno ci tak na niego mówić. To był wypadek, poza tym przeprosił i zapłaci za szkody. Zachowujesz się jak zazdrosny dzieciak.-obdarzyłam go lodowatym spojrzeniem, co do licha w niego wstąpiło ?
-Niech będzie. Daj mi kluczyki. A i kasa przy odbiorze-spojrzał znacząco na Connora- nie wiem ile cię to wyjdzie.
I bez słowa pożegnania odwrócił się w  stronę warsztatu.
-Ja go serio nie rozumiem. Co w niego wstąpiło ?- Ann odezwała się po długiej chwili ciszy.
-Nie wiem, chodźmy.-powiedziałam w odpowiedzi-Connor ty też, musimy pogadać.
Posłusznie ruszył za nami, a gdy byliśmy w bezpiecznej odległości od warsztatu rzuciłam:
-Czemu nie zareagowałeś ? Nazwał cię kretynem.-pierwszy raz tego dnia spojrzałam mu w oczy. Były to najpiękniejsze i najbardziej niezwykłe oczy jakie widziałam. Miały intensywny niebiesko-zielony kolor i były ogromne. Głupio mi było zapytać czy to soczewki więc tylko stałam o patrzyłam czekając na odpowiedź.
-Bo to twój chłopak, nie ?-powiedział cicho i... jakby z żalem.
- Nie, żartujesz sobie ? Przyjaźnimy się...i tyle.  A nawet jeśli, zachował się jak dureń i powinieneś dać mu w zęby.-powiedziałam jeszcze ciszej od niego. Miałam nadzieję, że Ann nic nie słyszy.
Chłopak zaczął się śmiać.
-Z czego się cieszysz ? Mówię poważnie.-powiedziałam ledwie kryjąc uśmiech.
-Bo jak się denerwujesz to oczy zachodzą ci mgłą i zabawnie to wygląda.-powiedział uśmiechając się. Miał ładny uśmiech, gdyby nie piercing żadna dziewczyna nie miałaby problemu z przedstawieniem go rodzicom.
-Spadaj ! Powinnam cię nienawidzieć. Zmasakrowałeś mi samochód-tym razem już nie kryłam uśmiechu.
-Boże, tylko się nie całujcie-rzuciła Ann  ni to ze złością, ni ze smutkiem. Wiedziałam o co jej chodzi. To był jej idol, a teraz gdy jest na wyciągnięcie ręki ucieka. Dla mnie nic nie znaczył (chyba) a dla niej był całym światem i zamienił z nią dwa, może trzy słowa.
Podeszłam do niej i położyłam jej dłoń na ramieniu. Connor stał za mną, czułam jego ciepło.
-Dajcie sobie spokój, co ?- powiedziała cicho-Kto by pomyślał ? Dziś rano nie wiedziałaś jak ma na imię. Puść mnie,  idę do domu.-powiedziała sucho.
I zupełnie jak Todd, ruszyła bez pożegnania przed siebie.
-Cholera-przymknęłam oczy-same z nią problemy. Connor...Przepraszam za nią. Ann poprostu jest...
-Vampette ?- powiedział, a jego oddech łaskotał mnie w szyję.
Otworzyłam oczy. Stał tak blisko, że gdyby zrobił jeden krok w przód mógłby mnie pocałować.
-Nie powinnaś za nią iść ?-zapytał tak cicho, że ledwo usłyszałam.
-To nic nie da. Ma totalnego focha, no i musisz mi dać swój numer, żebyśmy byli w kontakcie. Wkońcu musisz mi zapłacić.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ann.
Pieprzona debilka. Czy ona w ogóle zdaje sobie sprawę kim on jest ? To Connor Ball, mój idol. Jak to cholernie boli.
  Weszłam z takim trzaskiem do pokoju, że zatrzęsły się ściany i z półki spadła mała szkatułka.
O, żyletki pomyślałam i podciągnęłam rękaw.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz