sobota, 14 lutego 2015

*Wattpad*

http://w.tt/1KYCSbF hej, hej miśki. Wiem, że piszę tu ff o Connorze, ale poczułam moc xdd
Także, jeśli lubicie takie mroczniejsze klimaty to zapraszam

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 9

Puzzle
Nel
Kate wróciła o pierwszej...w południe i gdy zapytałam gdzie spędziła noc burknęła tylko coś niezrozumiałego.  Connor również wyszedł o pierwszej. Z tą małą różnicą, że w nocy.  Nie robiliśmy nic ciekawego, poza tym, że mam malinkę na pół szyi, która wyglądała dziwacznie w połączeniu z siniakiem z przed kilku dni, który tylko takową miał udawać. Jedno jak i drugie musiałam ukryć przed tatą, z którym jutro się spotykam.
-A może fluidem ?-rzuciła Kate opierając się o framugę drzwi łazienki.
-Nie wiem...Zabiję go...
-Musiał się nieźle przyssać.
-Wiesz, że masz rację ?
-Ma się to doświatczenie-pstryknęła palcami.
Nie dziwię się. Kate była prześliczna, zapewne nie mogła odpędzić się od adoratorów. Miała długie, czarne jak smoła włosy, ogromne orzechowe oczy, jasną cerę i nogi do samego nieba.  Zawsze gdy szłyśmy gdzieś razem, faceci oglądali się za nią gdy kroczyła dumnie na wysokich obsacach, za to na mnie spoglądali z politowaniem bo potykałam się o własne stopy.
-Może...-ciągnęła-Weźmiesz prysznic, a ja w tym czasie poszperam w internecie. Najwyżej będziesz miała trzy tony fluidu na skórze. -zaśmiała się.
-Ha, ha ! Bardzo śmieszne.-warknęłam zamykajac za nią drzwi, bo księżniczka nie była w stanie tego zrobić.
Zamknęłam oczy...Gdzieś w środku czułam ssące uczucie, pustkę. Zupełnie jakbym była puzzlami bez jedengo elementu. Tym elementem był Connor. Jezu, jak ja za nim tęsknie.  Mimo tego, że wyszedł ode mnie tak późno i właściwie dopiero wtedy, gdy zasnęłam w jego ramionach. Tak mi go brakuje... Po prawie godzine pod prysznicem wkońcu z napuchniętymi od łez oczami postawiłam stopy na zimnych kafelkach. Wyciągęłam rękę po telefon, który leżał na pralce i momentalnie wybrałam jego numer.                                                                          -Hej, Słońce.-przywitał mnie nieco zaspanym głosem-Coś się stało ?
-A musi się stać ? Tęsknię...
-Ja też...Wpadniesz do mnie ? Jestem sam, także no...ten.-zaśmiał się nerwowo.
-Wpadnę za godzinę.
***
Stanęłam przed drzwiami jego domu.  Na obcasach czułam się trochę nieswojo.  Zapukałam cicho.
Connor prawie od razu otworzył drzwi. Miał na sobie koszulkę z dementorem mówiacym "kiss me", identyczną miałam na sobie w dzień, w którym się poznaliśmy.
-Cześć.-powiedziałam nieśmiało-Wiesz, że powinnam cię zabić ? Mam malinkę na pół szyi ! Jak ojciec ją jutro zobaczy to najpierw zabije mnie a później ciebie.
-Nie marudź-pociągnął mnie w stronę swojego pokoju-Wiem, że chcesz więcej.
-Może...Ale nie na szyi. W tym przypadku im więcej tym gorzej.-odparłam siadając na łóżku.
Connor zrobił minę zbitego psa.
-W takim razie odpuszczę sobie na kilka dni.
-Jak chcesz.-powiedziałam z przekąsem.-W takim razie co robimy ?
-Mam pomysł. Zamknij oczy.
Posłusznie wykonałam polecenie. Connor położył mi rękę na biodrze i pocałował. Nie wiem, na czym polegała ta zabawa, ale spodobała mi się.  Nie wiem jak długo to trwało, ale odskoczyłam jak oblana gorącym olejem gdy zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na ekran:
              ❤❤❤Toddie❤❤❤
-Odebrać ?
-Rób co chcesz.-powiedział ze znudzeniem.
-Ej ! O co ci chodzi ?
-O nic, no odbieraj, Jezu.-czyżby szatynek strzelił focha ?
Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
-Cześć-odezwał się jakiś mężczyzna, jego głos nie był mi znany-Jestem Evan, kolega Todda.-ta, jasne...kolega-Dzwonię, żeby przekazać ci, że Todd i w sumie ja chcielibyśmy się spotkać. Tylko, że zależałoby mi, abyś nie brała ze sobą tego chłopaka, który był z tobą w tym domku, jest niebezpieczny.-zaśmiał się nerwowo. Mój Con niebezpieczny ? Ominęła mnie spora bójka.
-Okej, ale dlaczego Todd sam nie zadzwonił ?
-Księżniczce spadłaby z głowy korona. -i choć nie widziałam go teraz, byłam prawie pewna, że się uśmiecha. Już lubię tego Evana, jest trochę jak męska wersja mnie.
-Mogłam się tego spodziewać.-odrzekłam, a kąciki moich ust powędrowały ku górze.-Macie czas dziś wieczorem ?
-Tak, wpadniesz na polankę ?
-Jasne, do zobaczenia.-uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, po czym wyłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko.
-Myślałem, że wieczorem będziesz ze mną...-powiedział cicho.
-Och, ale co mogłam mu powiedzieć ?
-Czy ja wiem ?-zmrużył oczy-Może, że nie możesz przyjść bo będziesz z najważniejszą w świecie osobą, patrz: ja.
-Mhm...to by nie przeszło.-mruknęłam, ziewając-Obraziłbyś się gdybym się przespała ?
-Ze mną ? Zawsze.
Zaśmiałam się cicho i położyłam obok chłopaka.
***
-Ej Connor !-usłyszałam chłopięcy głos, lecz myśląc, że mi się to śni zignorowałam natarczywca.-Connor, Jezu wstawaj.-głos z każdą chwilą stawał się głośniejszy. Mając nadzieję, że nie będę tego słyszeć włożyłam głowę pod poduszkę.
-Matko, Lewie czego chcesz ?!-warknął szatynek zaspanym głosem.
Spojrzałam na osobę, która nas obudziła. Czternastoletni może chłopiec o jasnej cerze i równie jasnych włosach przypatrywał mi się z ciekawością, nie miałam wątpliwości, że to brat Connora.
-James.-powiedział krótko cały czas się we mnie wpatrując.
-Co James ?
-Przyjechał, idioto. A raczej przyjedzie. Będzie wieczorem. I po co to nie pytaj. Nie wiem.-chłopiec przewrócił oczami i wyszedł.
Szatynek podniósł się i widocznie zbyt słaby, opadł na mnie wbijając mnie w pościel.
-O kim mowa ?-wyjęczałam z głową w poduszce.
-Hmm. To mój przyjaciel.
-Jeden z tych z zespołu ? 
-Mhm...-mruknął schodząc ze mnie.
-To ja nie przeszkadzam. W sumie i tak powinnam iść.-nie miałam mu za złe. Nie chciałam mieć z tym kolesiem nic wspólnego.
-Nie przeszkadzasz.-powiedział i przeturlał się tak, że teraz znowu leżałam pod nim.
-A jeśli mnie nie polubi ?
-Ciebie nie da się nie lubić.-pocałował mnie w czoło. 
-Zobaczę.-odparłam z uśmiechem, podchodząc do drzwi, lecz nim udało mi nacisnąć klamkę chłopak obiął mnie w talii i pociągnął ponownie na łóżko, a gdy próbowałam się wyrwać złapał mnie za obie ręce i usiadł mi na nogach.
-Nie zapomniałaś o czymś ?-wyszeptał.
-Nie wiem...-wysapałam-Co masz na myśli ?
-To...-nachylił się nade mną i pocałował, ale w zupełnie inny sposób niż zwykle. Mocniej. Bardziej.
Szatynek widocznie zbyt zajęty moimi ustami zapomniał o  rękach bo je puścił. Wykorzystałam to. Szybka zamiana ról. Przeczołgałam się pod jego ramieniem, skoczyłam na plecy i złapałam za szyję. Opadł twarzą do poduszek. Wygrałam.  Przycisnęłam mu kolano do łopatek i wysyczałam:
-Ja o niczym, w porównaniu do ciebie nie zapominam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Todd
-Jezu, ona zaraz tu będzie. Co ja jej powiem ? A jak się na mnie rzuci ? A jak przyjdzie z tym psychopatą ?-zacząłem jęczeć w stronę Evana, który beztrosko sączył Sprite'a  z niebiesko-zielonej puszki.
-Przeżywasz.
-Nie, Evan. Wygląda słodko, ale...-przerwałem bo stare skrzypiące drzwiczki uchyliły się nieco, ukazując złotowłosą niską dziewczynę o nienaturalnie niebieskich oczach, ze względu na soczewki, które nosiła odkąd pamiętam, by ukryć różnobarwność tęczówki. Ciekawe czy Connor wie, że jego z pozoru idealna dziewczyna ma heterochromię ?
-Cześć...-powiedziała cicho, unikając mojego wzroku.  Nie odpowiedziałem. Bo niby co miałem jej powiedzieć ? Przeprosić ? Owszem, chcę to zrobić, ale to nie jest tak łatwe jak się wydaje.
Staliśmy tak dobre kilka minut, aż Evan podszedł do nas i z irytacją rzekł:
-Masakra, jak dzieci. Widzę, że za sobą tęsknicie. Nie ma Nel bez Todda i Todda bez Nel. Nieważne kto zaczął spór. Po prostu przestańcie się na siebie gniewać. No już, misiek na raz dwa trzy...-nie musiał mi wiele mówić. Uścisnąłem ją najmocniej jak tylko umiałem.
-Jejku, Todd przepraszam.-szepneła z głową w moim ramieniu, po czym wyciągnęła rękę w stronę Evana.-Grupowy ścisk ?
-Grupowy ścisk.-powtórzył chłopak z uśmiechem.

Wszystko zaczynało wychodzić na prostą. Evan polubił Nel, ona jest szczęśliwa i w sumie mam gdzieś kto jej to szczęście dał. Po prostu się uśmiecha, to się liczy. I co najważniejsze: znowu jest przy mnie.
×
×
×
Ten rozdział jest troszkę krótki bo mam ebole :cc Nie no, grypę xd i ciężko mi się myśli. (Trzy razy lrzy tym usnęłam)
xoxo
~Mitzu

wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 8

Należyta kara
Connor

-Mogłabym cię zapytać o to samo.- warknęła Nel w stronę chłopaka.
-Tak myślisz ?!-wyrzucił ręce w górę-To miejsce, wyobraź sobie, należy tak samo do mnie jak do ciebie, ale on-w tym momencie wskazał na mnie-nie ma prawa tu przebywać !
-On ? Todd spójrz na siebie ! Skoro on nie może to co robi tu ten koleś za tobą ?!
-Ten koleś za tobą ma imię.-syknął.-Evan. Nie ten, rozumiesz ?
-Och, imię powiadasz ? Przypomnę ci, że nazwałeś Connora kretynem, jakim kurwa prawem ?!-wykrzyknęła. Jej oczy płonęły.
-Nel, daj sobie spokój. Chodź.-złapełem ją za rękę i próbowałem pociągnąć do drzwi, ale ani drgnęła.
-Jezu, Connor ! Nie rozumiesz ? Ja tego tak nie zostawię. Nikt nie ma prawa cię obrażać, rozumiesz ? Nikt.
-Gra nie warta świeczki. Odpuść. Jeżeli nie dla siebie to dla mnie.-teraz już po prostu ją podniosłem i siłą poprowadziłem  do wyjścia.
Postawiłem ją dopiero na trawie.
-Po co to zrobiłeś ?-miała minę naburmuszonej małej księżniczki.
-Co ? Wolisz się z nim kłócić ?
-Czy ja wiem. Zależy mi, a raczej zależało.-odparła z żalem.
-A co się zmieniło ?
-Wiele rzeczy. Możemy o tym porozmawiać później ? Po prostu mnie przytul.
Zaleta posiadania dziewczyny-można się prztulać i to dużo.
-Idziemy ? Mam dość tego miejsca...-złapałem ją za ciepłą dłoń, była taka miękka i delikatna. Nie rozmawialiśmy w drodze do domu. Nel wydawała się przybita, a ja mistrzem w pocieszaniu nie jestem, ale ją kocham.
Wkońcu się odezwała:
-Jak długo tu jeszcze zostaniesz ? I co będzie z nami ? Boję się, że tego  nie wytrzymam.
-Nel... Będę tu jeszcze dwa tygodnie. Damy radę.  Kocham cię.
-Wiem.-powiedziała smutno-ale będzie mi cię cholernie brakować. -głos jej się załamał.-Obiecaj, że mnie nie zostawisz. Nie przeżyję tego.-miała łzy w oczach, Boże nie chcę, by przeze mnie płakała.
-Nigdy, nigdy cię nie zostawię. Jesteś moim powietrzem.-pocałowałem ją w czoło.
-Kocham cię Connor...-tylko to chciałem usłyszeć. Jestem najszczęśliwszą osobą na tym chorym świecie-mogę w spokoju umrzeć.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ann
Dylemat życiowy ! Ojciec wraca. I niby nic, ale nawet się z nim  spotkam.  Psychiatryk wzywa. Dlaczego ? Kilka głębszych ran i ludziom odpierdala. Nel nie wie. Nie chcę  jej dobijać. Wkońcu jest szczęśliwa.  Mogę się tylko modlić by choć trochę przypominał Briarcliff z American Horror Story.
Cóż, póki co muszę  się spakować. Może nawet uda mi się przemycić kilka żyletek. To logiczne, że mnie nie wyleczą. Prędzej zatańczę na linie.
Westchnęłam i wyciągnęłam walizkę z szafy. Będzie mi brakować moich przyjaciół. Nie chcę by ktokolwiek wiedział gdzie jadę. Z drugiej jednak strony, Celestie mogę powiedzieć. Zrozumie. Zawsze rozumiała.  Wyciągnęłam z kieszeni telefon i wybrałam jej numer, który i tak znałam na pamięć.
-Hej Cel. Możemy się spotkać ?
-Jasne.-jej słodki głos działał kojąco-Wpadaj do mnie kiedy chcesz.
-W takim razie będę za godzinę.
-Okej, kup coś słodkiego.
-Jasne, cześć.
Rzuciłam telefon na łóźko. "Będę za godzinę" oznaczało, że muszę się pospieszyć bo do niej blisko nie mam.  Spojrzałam na siebie w lustrze; nie wyglądam tak źle, mogę iść.
Wychodząc z domu potknęłam się o płaszcz mamy, z którego wyleciały gumki. Boże, nie wierzę. Obrzydzenie poziom: 99.  Jednocześnie jednak zaśmiałam się pod nosem i otworzyłam drzwi. Promienie przyjemnie grzały mi twarz. Ruszyłam szybkim krokiem przed siebie. Słońce zdawało się dawać mi energię,  którą  nie sposób zmarnować. Kroczyłam nucąc Jack Vampsów. Dlaczego właściwie jest mi tak wesoło ? Psychiatryk to nie jest miłe miejsce, powinnam się zamartwiać w jaki sposób powiem najlepszej przyjaciółce o "wakacjach", wkońcu lekarz powiedział, że mam tam odpocząć.  Krocząc tak wesoło zobaczyłam Connora. Szedł z nisko pochyloną głową i w kapturze, dlatego też pewnie nawet nie wiedział, że obok przeszłam.
-Hej Connor !
Brak odpowiedzi.
-Connor !
Chłopak odwrócił się w moją stronę i z zakłoptaniem rzekł:
-Przepraszam. Nie widziałem cię. Gdzie idziesz ?
-Nie dziwię się, że mnie  nie zauważyłeś . Wyglądasz jakbyś liczył mrówki.-zaśmiałam się-Idę do koleżanki.
-W takim razie nie zatrzymuję cię.-w dziwny sposób przekrzywił głowę-Cześć.
-Connor stój.-złapałam go za łokieć-Ściągnij kaptur.
-Po co ?
-Po prostu ściągnij.-moje wypowiedzi z każdą chwilą robiły się coraz bardziej lakoniczne. Zdjęłam mu kaptur. Boże, ma podbite oko.
-Kto ci tak przywalił ?-odparłam dotykając siniaka.
-Todd.-rzucił niewzruszony.
Przyłożyłam rękę do ust i na raz ją odjęłam.
-Mam nadzieję, że wygląda gorzej ? 
-Taa...-westchnął-Złamałem mu rękę. Kość przebiła skórę.
-Jezu.-uśmiechnęłam się. Nigdy nie lubiłam Todda.-Poszło o Nel, tak ?
-Tak, ale porozmawiamy później.-odparł robiąc krok.
-Onienienienienienie...-ponownie chwyciłam go za łokieć-Jak już mówisz to mów. Opowiedz mi wszystko, bez wyjątków. Mieszkanie Kate jest po drodze, więc  będziesz mógł do nich wpaść. A teraz opowiadaj.
-Och...-westchnął-No więc ja i Nel poszliśmy na spacer i ona zaprowadziła mnie na taką uroczą polankę przy lesie, na której stał domek. Mały i drewniany, chyba zbudowany przez dzieci. No i usiedliśmy na takiej kanapie i... się całowaliśmy.-wypowiadając ostatnie słowa zaczerwienił się po same uszy, moja siostra to szczęściara-Wtedy przyszedł Todd i zaczął się drzeć, Nel zaczęła się z nim kłócić i poleciały ostre słowa. Więc ją wyprowadziłem bo zrobiło się gorąco, jeśli wiesz co mam na myśli. I odprowadziłem ją do Kate. I jak wracałem to go spotkałem...-wzruszył ramionami-I wiadomo co stało się później.
Zaśmiałam się.
-Ja miałam cię za tego najspokojniejszego.
-Pozory mylą.-uśmiechnął się uroczo. -Hmm...Tu chyba będziemy się żegnać.
Spojrzałam za siebie. Faktycznie, byliśmy już pod blokiem, w którym mieszka siostra Todda i aktualnie Nel.
-Nie będę cię zatrzymywać. Cześć.-powiedziałam cicho-A i powiedz mojej siostrze, że za nią tęskinę.
-Dobrze, miłego spaceru. Trzymaj się.-pomachał mi ręką na pożegnanie i ruszył do drzwi.
Nel
Usłyszałyśmy ciche pukanie, lecz nim wstałam Kate już otwierała.
-Hej.-usłyszałam nieco  zawstydzony głos Connora. Jak to możliwe ? Dwie godziny temu odstawił mnie przed drzwi.
-Cześć ! Wejdź...O matko. Co z twoim okiem ?!
Zaciawiona odchyliłam głowę w bok by spojrzeć mu w twarz.  Matulu, miał całe sine oko.
-Nic...-mruknął.
-Jasneee.-zawyła Kat.-Z kim się biłeś, co ? I mam nadzieję, że koleś leży w szpitalu.
-Z twoim bratem. Złamałem mu rękę, przynajmniej tak mi się wydaję.
Dziewczyna wyglądała jak balonik, z którego ktoś spuścił powietrze.
-Cholera, Connor ! Powaliło cię ?! Chcesz mieć kłopoty ?!-krzyknęłam na cały głos, mam gdzieś sąsiadów wpadłam w furię.-Zachwałeś się jak nieodpowiedzialny, zadufany gnojek z mlekiem pod nosem. I...-chwycił mnie za oba nadgarstki tak mocno, że aż bolało.
-Spokojnie Nel, spokojnie. To nic...-próbował mnie opanować.
-Spokojnie ?! Będziesz miał przesrane, rozumiesz ?!  Jedyne co mogę zrobić to błagać go by sobie odpuścił ! A teraz jak sam zauważyłeś, nie jest okej między mną a Toddem. Nie wiem jak z tego wyjdziesz.
Kate, która całą sytuacje oglądała z bezpiecznej odległości nagle odparła:
-To ja może zostawię was samych. Chyba musicie pogadać, Nel nie czekaj na mnie. Wrócę późno.-po czym ściągnęła torebkę z wieszaka i wyszła.
-Nel, ja po prostu...
-Co po prostu ?!  Złamałeś mu rękę. Dlaczego właściwie to zrobiłeś ?
-Cóż-westchnął-po prostu wracałem do domu. Spotkałem go i prawda jest taka, że to on zadał pierwszy cios.
-Connor...-jęknęłam dotykając opuchlizny.
-No co ? Nel, nie chcesz wiedzieć w jaki sposób o tobie mówił. Dla mnie twoja osoba to delikatny temat. Nie wiem, który raz ci to dziś mówię, ale kocham cię. Nie jestem osobą, która rzuca słowa na wiatr, uwierz mi.
Nie odpowiedziałam. Przecież mu wierzyłam, ale to co zrobił nie ma wytłumaczenia.
-Nel, nie milcz. To boli.-powiedział cicho.
-Przepraszam, mam w zwyczaju ranić ludzi, na których mi zależy.-odparłam smutno.
-Co masz na myśli ?
-Gdyby nie ja, Todd by cię nie uderzył. Gdyby nie ja, moja rodzina nie byłaby rozbita, gdyby nie ja, Ann pewnie nawet nie zaczęłaby się ciąć.-głos mi się załamał, a obraz miałam rozmyty, prawdopodobnie dlatego, że  próbowałam powstrzymywać łzy.
-Nel...-ujął moją twarz w dłonie-Ludzie często podejmują złe decyzje i ranią siebie nawzajem,  ale prawda jest taka, że możesz być jedynie cegiełką w murze. Fundament leży w głowie takiej osoby. Todd od początku mnie nie lubił, twoi rodzice może nigdy się nie kochali, a Ann może mieć problemy z samą sobą.
Zamknęłam oczy i łzy same popłyneły mi po policzkach. Nie chciałam już ich powstrzymywać-nie teraz, nie przy nim.
×
×
×
Madzia pozwoliła mi dodać przekleństwa.
I oto w ten sposób one się tu znalazły ;3
Rozdział dla Ani, która ciągle po mnie krzyczy
Kc
~Mitzu

piątek, 6 lutego 2015

Rozdział 7

Domek na polance
Nel
Kate usiadła pomiędzy mną a Connorem, jak gdyby bała się, że gdybyśmy siedzieli obok siebie  odprawialibyśmy jakieś lubieżno-satanistyczne rytuały. Tylko, że mi nie to było teraz w głowie. Za dwa dni wraca tata, prawdopodobnie tylko po to, by zabrać swoje rzeczy i wynieść się stąd w cholerę. Najgorsze było to, że to ja w pewnym stopniu przyczyniłam się do rozpadku naszej idealnej rodziny... Drugim dość bolesnym wątkiem było to, że chciałabym mieszkać z ojcem, ale z drugiej strony tu mam Todda i Connorowi łatwiej byłoby  się ze mną spotykać przy okazji odwiedzin u rodziny. 
-Hej, Nel. Film się zaczyna.-rzuciła Kate zajadając się popcornem.
Boże, tłuste świństwo...Tylko się od niego tyje. Jak w ogóle można to jeść ? Spojrzałam krytycznym wzrokiem na swoje uda. Były ochydne i grube. Wszyscy w koło mówili, że mam nóżki jak patyczki. Gówno prawda.  Może gdybym mogła objąć obie nogi rękoma byłabym zadowolona, ale obie dłonie na jedną nogę to dużo, przynajmniej dla mnie...
-Nie patrz  na nie, to sama
skóra i kości.-wtrącił chłopak.
-Chciałabym, żeby tak było...
-Oglądam coś ! Jak chcecie gadać to za drzwi-ryknęła Kate opluwając mnie popcornem.
-Nel, w takim razie chodź, pro-ana to temat, z którym nie można czekać.
Przewróciłam oczami, ale posłusznie wstałam i ruszyłam ku drzwiom.
-Jest w ogóle o czym gadać ?-odparłam wyciągając z kieszeni spodni papierosy.
-Jest. Kiedy ostatnio jadłaś ?
-Connor, to nie ma znaczenia.
-Nel, to ma ogromne znaczenie ! Odpowiedz na moje pytanie.-zmrużył oczy.
-Dwa dni temu...-odpowiedziałam unikając go wzrokiem.
-Co dokładnie zjadłaś ?
-Jabłko...
-Zdajesz sobie sprawe, że to leczy się psychiatrycznie ?
-Wyślesz mnie tam ?-głos mi się załamał.
-Nie, ale tylko dlatego, że cię kocham, chuderlaku...-przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił,  a nie będę kłamać potrzebowałam tego.
-Connor, masz ochotę na spacer ?
-A Kate ?
-Raczej nie będzie za nami płakać, poza tym ma randkę z Garrym Oldmanem  więc chyba lepiej jej nie przeszkadzać.
-Dobrze,  a gdzie idziemy ?
-W pewno ważne dla mnie miejsce.-powiedziałam chwytając go za rękę.
Prowadząc go wzdłuż alejki spotkaliśmy grupkę rozkrzyczanych dziewczyn, które ze łzami w oczach robiły sobie zdjęcia z Connorem. Żałosne... To nie Bing Bang, Homme czy Siatar więc czym tu się jarać ?  One nawet nie zdają sobie sprawy jak niezwykle zwyczajny jest. Jedna z  dziewczyn spojrzała na mnie takim   wzrokiem jakbym conajmniej uderzyła ją w twarz i nazwała suką, a nie po prostu trzymała Connora za rękę. Dość tego. Odeszłam od grupki. Nie dam się tak traktować.
-Hej, Nel. Gdzie idziesz ?
Spojrzałam za siebie. Szatynek przedzierał się przez tłum rozchichotanych fanek.
-Czy ja wiem ?-wzruszyłam ramionami-Chyba przed siebie. 
-Beze mnie ?
-Fanki cię wzywają.-burknęłam. Teraz już wszystkie spoglądały na mnie tym chłodnym wzrokiem.
-Przepraszam dziewczyny-pomachał w ich stronę ręką-Ale nie mam zbyt wiele czasu.
Jęknęły z dezaprobatą, ale odwróciły się w drugą stronę i ruszyły.
-Ja chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję.-wbiłam wzrok w ziemię.
-Będziesz musiała...Szybko cię od siebie nie wypuszczę.-mruknął, po czym przyciągnął do siebie i pocałował. Do tego też nigdy nie przywyknę. Zawsze gdy mnie dotknie będzie przechodził mnie dreszcz.
-To oświadczyny ?
-W pewnym sensie, skarbie.
Resztę drogi  przeszliśmy w milczeniu. Gdy wkońcu wyprowadziłam go na dużą polankę przy lesie, na której stał mały domek, który wygladał jak zbudowany przez jedenastolatków. W sumie to przez dwunastolatkę i trzynastolatka. Mnie i Todda. Auć...Wspomnienie o nim zabolało. 
-Co to za miejsce ?-odrzekł odsuwając się ode mnie.
-Zobaczysz, chodź.-pociągnełam go w stronę domku.
Weszliśmy do środka. Zaciągnęłam się zapachem drewna. Nic tu się nie zmieniło; podłoga tak samo skrzypiała, ściany nadal były obklejone plakatami z różnych anime a stara sofa była tak samo...stara.  Ja i Connor usiedliśmy na niej.
-Co my tu właściwie robimy ?-rzucił, przejeżdzając ręką po moim ochydnym udzie.
-Nie wiem. Lubię to miejsce...
-Acha, a dostanę całusa za to, że tak grzecznie tu z tobą przyszedłem  ?-miał wzrok szczenaka, który prosi o jedzenie.
-Skoro ładnie prosisz...
Pocałunek  trwał wieczność, w każdym calu przyjemną wieczność. Gdy nagle usłyszałam znajomy głos:
-Co wy tu do cholery robicie ?!
Odskoczyłam jak poparzona od Connora i spojrzałam w stronę właściciela głosu. Wzburzony Todd stał w drzwiach z jakims blondwłosym chłopakiem. Boże, czy to nie ten Evan ?
×
×
×
Och, och jak ja uwielbiam kończyć w połowie ;)
Specialna dedykacja dla Madzi.
Kc Pultasku :*
~Mitzu

poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 6

Malinka
Nel
Wkoło tańczyli ludzie. Było ciemno i nie widziałam nic poza kolorowymi światłami, które zdawały się gonić za sobą po parkiecie. Poszukałam wzrokiem Connora. Nie wiem dlaczego akurat jego, ale w środku czułam, że go potrzebuję.
Musiał wiedzieć, że tu jestem. W różowej sukience, która wyglądała jak wyciągnięta z Alice Madness Return wyróżniałam się z tłumu skąpo ubranych dziewczyn.
-Connor !-zawołałam, rozpaczliwie rozglądając się dookoła.
-Tu jestem...-mimo grubego materiału sukni poczułam jego ciepłe dłonie na mojej talii.
Odwróciłam się i spojrzałam na chłopaka. Aż świecił w mroku dyskoteki. Gdzieś w środku czułam, że muszę go pocałować, miałam też odwagę by to zrobić.
Podeszłam bliżej i wspięłam się na palce. Jedną ręką zmierzwiłam mu włosy a drugą położyłam na karku. Złączyliśmy się w pocałunku. Nagle świat się zatrzymał. Zrobiło się cicho, słyszałam tylko bicie serca Connora, które zsynchronizowało się z moim. Pocałował mnie w szyję, niespodziewanie zatopił w niej zęby. Czując ostry ból odepchnęłam go od siebie. Connor upadł na podłogę i zaczął się trząść. Z ust ciekła mu moja krew. Krzyczałam, ale ludzie zdawali się nie zwracać na nas uwagi.
-Nel, Nel. Błagam puść mnie !
Rozejrzałam się dookoła. Nie byłam na dyskotece, ale w pokoju Cona.  To on krzyczał. Prawdopodobnie dlatego, że ciągnęłam go za włosy. Natychmiast puściłam i spojrzałam na zegar; 7:32.
-Jezu, przepraszam !
-Koszmar ?
-Ta, strasznie realistyczny.-dotknęłam miejsca, w którym miało być ugryzienie. I choć nie leciała krew to cholernie piekło. -A tak z innej beczki: pomógłbyś mi się włamać do mojego domu ? Muszę zabrać kilka rzeczy.
-Chcesz się włamać do własnego domu ?-odparł zdziwiony.
-Nie dosłownie. Chcę tam wejść niezauważona. Żeby matka nie wiedziała. Pomieszkam do poniedziałku u siostry Todda...Aż tata wróci.-odpowiedziałam.
-A nie możesz się po prostu z nią pogodzić ?
-Zwariowałeś ? Nie dam jej wygrać.
-Uparty osiołek z ciebie, wiesz ?-rzucił z uśmiechem.
-Osiołek źmeńciony.-odparłam udając dziecięcy szczebiot.
-Śpij dobrze i...Nie ciągnij mnie więcej za włosy, dobrze ? Chyba jednak wolę się przytulać...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ann
Jezu, ja nie miałabym odwagi zrobić tego co Nel, a podobno to ja jestem ta zła. Gdy zaczęła "przyjaźnić" się z Connorem i wyszła z pod skrzydeł Todda widzę, że żyję. Wiem też, że oboje są w sobie zakochani po same uszy. To widać. Miłość od pierwszego wejrzenia. Jakie to romantyczne...Zastanawia mnie jednak gdzie Nel spędziła noc. Dam sobie rękę uciąć, że u Connora. Chyba powinnam zapytać.

9:14
Do: Nel
Niezła akcja. Gdzie spędziłaś noc ?

9:14
Od: Nel
Jak myślisz ? U Connora.

9:15
Do: Nel
Myślałaś już nad imieniem dla dziecka ? :DD

9:17
Od: Nel
...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Connor
Od spania na ziemi bolały mnie plecy. Brad by sobie poradził. Po prostu położyłby się obok niej. Ale ja tak nie mogę...Chyba boję się odrzucenia... A Nel nie była dziewczyną, o której łatwo zapomnieć. Jej włosy, oczy, usta czy blada cera...Nigdy takiej nie widziałem. Była idealna. I właśnie to w niej mnie przerażało. Mówi się że ideałów nie ma. A ona ? Była bez wad. Przyciągała mnie jak światło ćme, pobudzała jak energetyk, uzależniała jak narkotyk. To właśnie jest miłość ? Obsesja na czyimś punkcie ?  Spojrzałem w jej stronę. Leżała na łóżku, ale nie spała. Miała cienie pod oczami i była blada, ale nie blada jak zwykle. Bladość przechodziła w żółć. Usta miała sine, a oczy były nienaturalnie wielkie. Nie wiem co jej się kilka godzin temu śniło, ale to musiało być coś okropnego bo aż się trzęsła.
-Nel, wszystko okej ?
Brak odpowiedzi.
Usiadłem obok niej. W rękach trzymała telefon, ale z nikim nie pisała. Popatrzyłem na nią z bliska. Na szyi miała siniaka, a właściwie malinkę. Na tle biało-żółtej skóry fioletowa wielka plama strasznie się wyróżniała. Wyglądała okropnie. Położyłem palec w miejscu malinki.
-Kto ci ją zrobił ?
-Uderzyłam się.-odparła bez przekonania.
-Jasne. Kto zrobił ci malinkę ? Ten cały Todd ? To twój chłopak ?  
-Todd powiadasz ?-odparła.-Wiesz, wiele nas łączy. Na przykład jego jak  i mnie pociągają chłopcy.
Otworzyłem usta i  na raz je zamknęłem. Nel tylko się zaśmiała, już nie wyglądała tak źle; zaczęły wracać jej kolory.
-Connor ?
-Hmm ?
-Chyba powinnam zadzwonić do Ann czy matka jest w domu bo nie chcę na  nią wpaść.-rzuciła zrywając się z łóżka. Bluza, którą jej dałem wisiała na niej jak wór, ale mimo to wyglądała uroczo.
-W takim razie dzwoń.-odparłem goniąc za nią wzrokiem.
Przyłożyła telefon do ucha i ponownie usiadła obok mnie.
-Hej Ann. Matka jest w domu ?-powiedziała.-Chcę wpaść po kilka rzeczy. Zostanę do poniedziałku u Kate. I-dodała-nie chcę, by Lissa wiedziała, że jestem w domu...Okej, zaraz będziemy.-rzuciła telefon na łóżko-Con, zbieramy się.
Posłusznie wstałem. Była słodka gdy się rządziła, nie mogłem jej się oprzeć. Rany, kocham ją !
Wyszliśmy. Wkońcu było ciepło-jak przystało na początek lipca. W duchu dziękowałem Bogu, Szatanowi, Zausowi i Mephistotelesowi* za to, że rodzice i brat gdzieś pojechali. To nie tak, że się jej wstydzę. Przeciwnie-gdybym mógł powiedziałbym jej i całemu, światu, że ją kocham. Problem w tym, że nie byłem tego pewny bo nigdy tak właściwie nikogo nie kochałem. Spojrzałem na nią.
Ona też na mnie spoglądała. Uśmiechała się promiennie i po wystraszonej, bladej Nel nie było śladu, no może poza jednym szczegółem-na jej szyi nadal była fioletowa plama.
-Chyba powinniśmy iść...-powiedziała, uśmiechając się jeszcze szerzej.
-Tak, chyba tak. -złapałem ją za rękę. Lubiłem to robić-wtedy czułem, że jestem odpowiedzialny za jej bezpieczństwo bo była taka krucha...
-Jezu, co ja bym bez ciebie zrobiła ?
-Emm. No nie wiem, ale jajka i papier to mój pomysł. Gdyby nie to do niczego by nie doszło.
-No w sumie tak...-zaśmiała się słodko.
Resztę drogi przeszliśmy w milczeniu. Nel zapukała do drzwi. Niezbyt delikatnie. Otworzyła nam Ann. Na widok jej stroju aż mnie zatkało:
W czarnej sukience do ziemi, rękawiczkach tego samego koloru i fioletowym dusiku z różowym kamieniem wyglądała conajmniej dziwnie.
-Ile razy ci mówiłam, żebyś nie grzebała w mojej szafie ?-syknęła Nel. To jej ubrania ? Och, to co innego. Ją bardzo chętnie bym w tym zobaczył. Boże, Connor. Ogarnij się.
-Nie było cię więc skorzystałam.
Nel przewróciła oczami i pociągnęła mnie przez próg.
-Poczekasz tutaj ? Wezmę kilka rzeczy i spadamy.-rzuciła w moją stronę wchodząc po schodach. Na jej twarzy nie gościł już uśmiech.
Przez chwilę ja i Ann staliśmy w milczeniu, ale gdy usłyszeliśmy trzask zamykanych drzwi dziewczyna odparła:
-To nie za szybko ? Znacie się kilka dni. Zwykle takie znajomości kończą się po kilku miesiącach.
-O czym ty mówisz ?-starałem się grać zdziwionego.
-Nie udawaj. Widzę jak patrzysz na moją siostre. To urocze, ale nie chcę by ona przez ciebie cierpiała. Connor, żyjesz na walizkach. Sądzisz, że zakochanej dziewczynie łatwo będzie przez to przejść ? Chciałem coś odpowiedzieć, ale znowu usłyszeliśmy trzask drzwi. Nel szybkim krokiem schodziła po schodach  z ogromną torbą w ręku, która zdawała się ją przewracać.  
-No to my się już zbieramy.-ucałowała siostrę w policzek i pociągneła mnie ku drzwiom.
Wyszliśmy, wiał lekki wiaterek, który delikatnie rozwiewał jej długie włosy. Ta drobna dziewczyna wyglądała śmiesznie z wielką torbą.
-Może ja to wezmę.-mruknąłem wyciągając rękę.
-Dam radę.
-Nie żartuj sobie. Daj.-chwyciłem torbę. Nie była ciężka. Jak to możliwe, że Nel ma tak słabe ręcę ? Zaczynam się martwić...
-Och...-westchnęła.-To ja może zadzwonię do Kate...-rzuciła, wyciągając telefon z kieszeni mojej bluzy.-Hej...Słyszałaś o tym co się stało ? Taak...Miałabym małą proźbę...Przygarniesz mnie do siebie do poniedziałku ? Jezu Kate ! Nie wiem jak ci dziękować...W takim razie zaraz będę. Do zobaczenia.-śmiechnęła się promiennie i schowała telefon do kieszeni.
Co dziwne, mieszkanie siostry Todda nie było daleko. Mieściło się w starym, szarym (który pewnie kiedyś był biały) pokrytym bluszczem bloku.  Na nasze szczęście mieszkanie było na parterze. Postawiłem torbę na ziemi.
-Tu chyba się żegnamy...-podeszła bliżej i...pocałowała mnie w policzek. Boże, jak ciepło. Po długiej i przyjemnej chwili oderwała usta od mojego policzka. Już prawie naciskała na klamkę gdy na powrót pociągnąłem ją do siebie.
-Nel ja nie chcę...-szepnełem.-Nie chcę udawać, że to nic, że jesteś mi obojętna. Nie chcę, rozumiesz ? I może za chwilę mnie znienawidzisz, ale trudno muszę to zrobić. Kocham cię, Nel.-serce łomotało mi jakby miało wyskoczyć z piersi. No nic, pomyślałem i pocałowałem ją. Tylko tego chciałem przez ostatnie dni...
×
×
×
*Tak, tak...Mephiś <3 Ze specialną dedykacją dla Uli-kun (tak, wg. mnie jesteś mężczyzną) Kc.
~Mitzu